niedziela, 22 września 2013
64. ' Przyjacielski Numerek '
- Miśku, jest już południe. Chociaż śniadanie byś zjadła.
Taki właśnie milutki akcent zerwał mnie z łóżka o… Osz fuck! O 12:25! Taa… A kiedyś twierdziłam, że wcale nie jestem leniem. W nogach mojego łóżka stał Jinxx z tacą, na której było śniadanie. Tosty francuskie, szklanka wody i kawa. Nawet różyczkę mi przyniósł!
- Mówiłam ci już, Jeremy, że cię kocham, prawda…?
Zapytałam zaspanym głosem, uśmiechając się do naszego skrzypka.
- Och, wszyscy mi to mówią.
Odpowiedział mi, uśmiechając się i wypinając dumnie klatę, Jinxx. Kochany gupek.
- Mam nadzieję, że póki co nie planujesz kolejnych wielkich ucieczek?
Zagadnął mnie półżartem, siadając na skraju materaca i podając mi tacę. Krzywo się uśmiechnęłam i bez słowa zaczęłam jeść śniadanie.
- Oj, mała… Mam nadzieję, że nie zrobisz żadnych głupot.
Westchnął chłopak, po czym cmoknął mnie w czubek głowy i wyszedł. Siedziałam na łóżku zaskoczona, patrząc na zamykające się za gitarzystą drzwi. Takie to było tautuśkowate, ale… Wiem, że oni się o mnie martwią, ale te słowa zabrzmiały jakby przestrzegał mnie, bo wie, że coś złego ma się stać. Postanowiłam odegnać od siebie te ponure myśli i dokończyć spokojnie śniadanie. W końcu zeszłam z łóżka i postanowiłam umilić sobie „poranek” jakąś muzyką. Hmmm… Motionless In White! Och, no ba! Uśmiechnęłam się do siebie na myśl o tym, że teraz włączę sobie płytę mojego jednego z ulubionych zespołów od zawsze, ze świadomością, że poznałam chłopaków osobiście tak bardzo niedawno.
„Burn, baby burn!
She’s a witch!
She’s a witch and I’m a heretic!”
Podśpiewywałam sobie pod nosem niektóre fragmenty Abigail. Uwielbiałam ten utwór, jak zresztą większość piosenek chłopaków z MIW. Wsłuchując się w muzykę stopniowo zaczynałam ogarniać się. Pościeliłam łóżko, umyłam się i właśnie stałam przed szafą w samej bieliźnie, myśląc w co by tu się dziś ubrać.
- Star, bo ja…
No jak kurwa zawsze. Wiecznie te niezamknięte drzwi. Do pokoju bezpardonowo wparował mi CC.
- Może za sekundkę…?
Zapytałam retorycznie, groźnie unosząc brwi. Ten jednak nawet się nie ruszył z miejsca. Podziwiał mnie jakbym była jakimś muzealnym eksponatem.
- CC…
Chciałam go sprowadzić jakoś na ziemię. Ten spojrzał mi w oczy. Akurat w tle musiała zacząć grać „odpowiednia” piosenka.
„Don’t you try to hide with those Angel eses.
If let me inside I won’t hold back this time.
Such a deep disguise, the devil’s right inside.
More than paralyzed, Oh it’s the chase you like.”
Na tych słowach on patrzył mi w oczy, a ja jemu, ale żadne z nas nie ruszyło się o krok. Kiedy refren dobiegł końca, perkusista jak dotknięty różdżką wrócił jakby do siebie świadomością i podszedł do mnie. Nie odzywając się słowem zaczął mnie całować. Na początku chciałam się wyrwać, ale… Nie mogłam, nie chciałam…? Christian zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Jego dłonie błądziły po moim ciele, odzianym jedynie w bieliznę. Jego dłoń wędrowała coraz niżej, a jego język pieścił stopniowo moją szyję i dekolt. Nie myślałam racjonalnie. Nie wiedziałam sama dlaczego się na to zgadzam, czemu chcę tego. Popchnęłam delikatnie chłopaka na łóżko. Jego ubrania szybko znalazły się na podłodze, podobnie jak moja bielizna. Nie przestając całować Christiana, wplątałam dłonie w jego włosy, a jego dłonie poczułam na swoich biodrach. Wbiłam nieco paznokcie w jego plecy… Chwilę później było już po wszystkim. Leżeliśmy obok siebie w milczeniu. Zapanowała dziwna atmosfera. Niby stało się to, na co zdaje się, CC czekał, a ja zrobiłam to dobrowolnie. Niby jestem teraz kwita z Purdy’m. Jednak czułam się okropnie. Poczułam się… jak dziwka. Dosłownie. Jak mogłam tak bardzo przestać nad sobą panować. A on? CC leżał obejmując mnie jedną ręką i też intensywnie nad czymś myślał. Obawiam się, że oboje postąpiliśmy zbytnio pod wpływem impulsu…
- Christian… Dlaczego my…
- Nie wiem.
Uciął moją próbę, CC. Położył dłoń na moim policzku i odwrócił mi twarz, tak żebym mogła spojrzeć mu w oczy.
- Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Jesteś przepiękna i to pewnie dlatego ja… No, straciłem chyba nad sobą nieco kontrolę. To nie tak miało wyglądać… Miałaś być ze mną i…
Plątał się bębniarz, chcąc nieco się wytłumaczyć. Przyłożyłam mu palec do ust.
- Daj spokój. Ja… Ja tego chciałam. Nie wiem, czemu. Podświadomie po prostu cię chciałam. Wtedy. A teraz czuję się jak… szmata.
Zakończyłam swoje wyznanie dobitnie.
- Wciąż go kochasz.
Było to bardziej stwierdzenie ze strony Christiana niż pytanie. Milczałam.
- Kochasz go i dlatego nigdy nie będziesz moja.
Dodał chłopak smutniejąc.
- Chyba oboje tego potrzebowaliśmy, wiesz, mała?
Dodał, zupełnie jakby nic się nie stało. Spojrzałam na niego pytająco.
- Kiedy mogłem cię na tę chwilę posiąść, zrozumiałem, że gdybym nawet chciał zastąpić jego w twoich myślach, to się nie uda. Jesteś piękna, zabawna… idealna. Ale zakochałaś się nie we mnie. Chciałem tego do siebie nie dopuszczać i jeszcze do dzisiejszego poranka wierzyłem, że dam radę. Po tym co między nami przed chwilą zaszło, dużo sobie uzmysłowiłem. Wybacz.
Patrzyłam na perkusistę z podziwem. Mówił niesamowicie mądre rzeczy, jak na tego wariata, którego kiedyś poznałam.
- Nie przepraszaj mnie, bo nie masz za co. Ale chyba masz rację… Ja dopiero teraz poczułam co to zdrada. Nawet jeśli się nam nie układa to… ja wiem, że moje serce należy do niego. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że on tamtej nocy też czuł jakieś wyrzuty sumienia… Cóż, w takim razie, możemy uznać to za…?
W ostatnim zdaniu, nie umiałam zbytnio dobrać słowa, żeby jakoś to nazwać.
- Eee… Przyjacielski numerek?
Zachichotał Coma.
- Hahah, geniusz!
Zaśmiałam się i poczochrałam mu jego czarne kłaki.
- Dobra, to będzie lepiej jak pójdę już.
Powiedział i szybko się ubrał.
- Aha! I pamiętaj zmowa milczenia!
Rzucił na odchodne. Udałam, że zamykam usta na kłódkę, po czym klucz wyrzucam. Ubrałam bieliznę z powrotem, a CC zapinając pasek od spodni już zmykał z mojej sypialni. O dziwo, myślałam, że takie coś wpłynie ostro na nasze relacje. Ale w tym wypadku chyba to faktycznie był „Przyjacielski Numerek”, bo dalej był moim serdecznym przyjacielem, którego kocham. Było mi jedynie cholernie głupio. Wróciłam przed szafę, żeby wreszcie wybrać jakieś ubranie.
- CC, ty…?
Kurwa, za dobrze znam ten głos. Kiedy zwróciłam się w stronę otwartych drzwi mój wzrok spotkał się ze wzrokiem Ashley’a, którego źrenice właśnie przeniosły się z CC’ego na mnie. Zmierzył mnie i perkusistę od góry do dołu.
- I wszystko jasne.
Warknął, po czym cały nabuzowany zszedł szybko na dół.
czwartek, 19 września 2013
63. 'Dobranoc.'
Kiedy film się skończył, jeszcze chwilę leżeliśmy razem w milczeniu.
- CC…?
Zapytałam bardzo niepewnie.
- Hmm…?
Usłyszałam w odpowiedzi. Podniosłam się i usiadłam po turecku wlepiając w niego swój wzrok.
- Co jest, mała?
Zapytał łapiąc mnie za dłoń. Ja jednak zabrałam ją, jak oparzona.
- Ja… Ja pójdę do siebie.
Powiedziałam skrępowana i pogubiona. Już chciałam wstawać, ale chłopak przytrzymał mnie w talii.
- Hej… Co się dzieje? Jeśli coś jest nie tak, to możesz mi od razu powiedzieć.
Powiedział spokojnie, po czym musnął ustami mój kark. Zacisnęłam mocno powieki. Oczywiście, było to cholernie przyjemne, ale… W mojej głowie wciąż rysował się obraz Ashley’a, który spał pijany na blacie kuchennym, z telefonem obok głowy. Poczułam łzy zbierające się na krawędzi moich powiek.
- Przepraszam.
Rzuciłam tylko zapłakanym głosem i wyrwałam się z objęć perkusisty, żeby sekundę później rzucić się na łóżko w swoim pokoju i wtulić twarz w swoją czarną pościel. Nienawidzę siebie. Nie cierpię się za to, że nie potrafię przestać kochać tego idioty. Co najgorsze, mam wrażenie, że gdyby nawet on nienawidził mnie całym sercem… Gdyby ranił mnie każdym słowem, gestem… Ja ciągle bym o nim myślała. Jestem taka żałosna. Taka żałosna. I co teraz z Christianem…? Wplątałam się w jakąś chorą operę mydlaną… Tak bardzo chciałabym teraz się obudzić, obok Ash’a i wtulić się mocno w jego klatkę, a on powie mi, że to był tylko sen. Głupi sen…
- Ale to nie sen.
Mruknęłam do siebie. Łzy spływające po policzkach świetnie mnie uśpiły. Niedługo potem obudziłam się i spojrzałam na zegarek.
„Północ.”
Pomyślałam. Zwlokłam swoje obolałe, od niewygodnej pozycji, ciało z łóżka i zeszłam na dół. Poszłam do kuchni. Nie zastałam tam nikogo. Butelki po alkoholach ustawione były na kafelkach obok kredensu. Wyjęłam z lodówki mleko i nalałam sobie pełną szklankę. Wypiłam połowę zawartości duszkiem. Usiadłam na kredensie i popatrzyłam w okno. Dziś niebo było idealnie czyste, mogłam zobaczyć moje ukochane gwiazdy. Patrzyłam na ciała niebieskie, którymi tej nocy wyścielony był kosmos, przez dłuższą chwilę. W końcu dopiłam resztę mleka, szklankę odstawiłam do zlewu i ruszyłam z powrotem w stronę mojego pokoju. Myślami byłam kilometry stąd więc nic dziwnego, że głos który usłyszałam podziałał na mnie jak grom z jasnego nieba i momentalnie podniosłam głowę, szukając jego źródła. Stanęłam jak wryta na drugim od dołu schodku, a kilka kolejnych schodów przede mną stał Ashley. Patrzył na mnie wzrokiem, którego nie byłam w stanie znieść. To nawet nie był wzrok zbitego psiaka, ale jego oczy przepełniało nieszczęście i ból.
- Ja… Możemy porozmawiać?
Zapytał cicho, lekko jąkając się. Ja odwróciłam od niego swoje źrenice. Sam jego widok łamał mi serce. Był taki zmęczony, tak wykończony… Pokiwałam w końcu twierdząco głową.
- To może…
- Nie. Mów tutaj.
Brutalnie mu przerwałam. Chłopak przygryzł nerwowo dolną wargę.
- Natalie, ja… Wiem, że po raz kolejny muszę się przed tobą usprawiedliwiać, ale… To nie… Kurwa.
Mruknął w końcu. Widziałam, ze sam nie wiedział od czego zacząć i jak to poprowadzić.
- Ja wtedy piłem drinki z tymi dziewczynami i… i po drugim nagle czułem się mega dziwnie. Luźno i… Dosypały mi jakieś dragi, poważnie. Same zresztą zaszczyciły mnie później tą informacją.
Tłumaczył się.
- „Później”?
Zapytałam wychwytując to słowo, ze wzrokiem wciąż utkwionym w daleki, niewidoczny punkt.
- No… Tego… Po wszystkim…
Przeczesał nerwowo dłonią włosy. Wiedziałam. Wiedziałam, że nie wyszedł z nimi na kolejne balety, tylko doszło do ciekawszych scen. Zacisnęłam powieki.
- Ile ich było?
Zapytałam z zaciśniętym gardłem. Milczenie.
- Cztery…
Mruknął spuszczając głowę. Prychnęłam kpiarsko w odpowiedzi.
- Dobranoc, Ashley.
Rzuciłam i już chciałam wyminąć go, ale ten złapał mnie za rękę.
- Proszę cię. Jeszcze nie skończyłem.
Dodał błagalnie. Przełknęłam ślinę i stanęłam w bezruchu.
- Przepraszam.
To było chyba najszczersze, co od niego w życiu słyszałam.
- Przepraszam, cię po raz kolejny… Ja… Ja myślałem, że oszaleję, kiedy nie wracałaś tyle czasu. Bałem się. Bałem się cholernie… Że przeze mnie mogłaś zrobić coś głupiego, albo… że, co gorsza, nie wrócisz. Nie powiem, że chłopaki mnie nie zapierdolili o mało za to co powiedziałem… Ale to był głupi impuls… Wiesz, że tak nie myślę. Ufam ci i kiedy mówiłaś mi, że mnie kochasz, wiedziałem, że tak było. Chciałem się jakoś obronić, odwracając sytuację i… ten tekst o tobie i… CC’m.. Przepraszam.
Z każdym jego słowem, do moich oczy napływało więcej i więcej słonych łez. Ale wciąż jednak stałam bez ruchu, odwrócona do niego plecami.
- Kocham cię. Kocham cię i boję się ciebie stracić.
Powiedział w końcu. Ja od razu po ostatnim słowie wybuchłam niekontrolowanym płaczem. Odwróciłam się i bezsilnie usiadłam na jednym ze schodów, ukrywając twarz w dłoniach. Poczułam, że Ashley siada tuż za mną, o jeden schodek wyżej, i zamyka mnie w uścisku, delikatnie opierając o swoją klatę piersiową.
- Przepraszam, Natalie.
Powtarzał jak mantrę, przerywając to pocałunkami składanymi na moich włosach.
- Ashley… Ash…
W końcu z moich ust wyrwało się jego imię. Wtuliłam się mocno w czarną koszulkę basisty.
- Jestem taka słaba.. Ja… Ja nie umiem, nie potrafię…
Mówiłam nieskładnie. W końcu nie potrafiłam już nic z siebie wyrzucić. Tęskniłam za nim, ale wiem, że mnie zranił… i zdradził.
- Wybacz, ja… Ja jestem już chyba zmęczona. Dobranoc.
Powiedziałam beznamiętnie, ocierając łzy z policzków i próbując się wyfiksować z uścisku basisty. Ten chciał mnie już wziąć na ręce i zapewne zanieść, ale powstrzymałam go gestem.
- Nie. Sama pójdę.
Po czym wyminęłam go. Coś jednak zatrzymało mnie u szczytu schodów.
- Ash…?
Odwróciłam się jeszcze na pięcie. Jego brązowe tęczówki spojrzały na mnie. Zapanowała między nami niezręczna cisza. On czekał na to co powiem, a ja zbierałam się w sobie na…
- Dobranoc.
No, nie dokładnie na to. Cóż, tyle tylko zdołałam z siebie wydusić, pomimo tysiąca myśli w głowie. Ashley uśmiechnął się do mnie ciepło.
- Śpij spokojnie, księżniczko.
Powiedział. Chwilę później znów leżałam w swoim łóżku, próbując „spokojnie” zasnąć…
poniedziałek, 16 września 2013
62. 'Pownienem był o ciebie walczyć'
Dobra, wiem, że zasłużyłam na lincz, chłostę i spalenie na stosie, ale z nowym rokiem szkolnym po prostu nie mam czasu kiedy na fb czy tumblr'a zajrzeć, a co dopiero pisać. Jest mi cholernie przykro, że tak długo nic nie stawiałam, ale obiecuję poprawę i dziękuję wam za to, że nadal ktoś o mnie pamięta devianty moje!
Daria Coma, opierdol się należał, więc mam nadzieję, że jako ComaGirl, ten rozdizał przypadnie ci do gustu ^^ I przepraszam was wszystkie jeszcze raz ♥
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wzięłam ostatni głęboki oddech. Stałam już przed drzwiami frontowymi willi Brides’ów. Zacisnęłam mocno powieki, żeby jakoś się uspokoić i pozwolić dotrzeć do mnie temu z czym mam się skonfrontować. Nie jestem chyba na tyle silna. Nie wiem czy potrafię, ja… Ja go kocham. A teraz też nienawidzę. I to utrudnia i komplikuje wszystko, a ja jestem rozbita.
- Dasz radę, Natalie.
Usłyszałam szept Christiana, po czym poczułam, że łapie mnie za dłoń i mocno ją ściska.
Jednym ruchem wolnej ręki pchnęłam ciemne drewno. Stanęłam na progu i zawahałam się. Nie chciałam tam wchodzić. Nie wiem co mam powiedzieć, jak się zachować, jak oni się zachowają…
Poczułam, że CC obejmuje mnie ramieniem i delikatnie prowadzi naprzód, do salonu. Stanęliśmy we framudze. Na kanapie spał Jinxx z komórką w ręce, a na jego kolanach głowę ułożoną miała Sammi. Andy usnął z głową wspartą na ręce, laptopem na kolanach i telefonem obok. Jedynie Jake siedział na fotelu i patrzył zamyślony w jeden punkt. Był tak daleko myślami, że nawet nie zauważył kiedy przyszłam. Brakowało tylko Ashley’a.
- Jake…?
Zapytałam chicho, wyswobadzając się spod ramienia perkusisty. Gitarzysta momentalnie wyrwał się z transu i spojrzał na mnie lekko nieprzytomnym wzorkiem.
- Natalie…
Powiedział tylko ledwo słyszalnie, po czym już mocno trzymał mnie w uścisku i… rozpłakał się?
- Przestań, mazgaju…
Uśmiechnęłam się ciepło do niego, odsuwając się na milimetry.
- Martwiłem się o ciebie, do kurwy nędzy, więc może mi teraz psycha puszczać, nie…?
Wymamrotał jak obrażony mały chłopiec, który jest zły na mamę, ale z drugiej strony cieszy się, że ją widzi. Uśmiechnęłam się na to ponownie. Dałam mu buziaka w policzek i wtuliłam w jego czarną koszulkę.
- Przepraszam. Masz rację, nie powinnam była ot tak znikać. Wybacz.
Powiedziałam. W odpowiedzi usłyszałam tylko ciche, odburknięte „niech się to nie powtórzy” i poczułam, że chłopak w końcu mnie puszcza.
- Co się tu do cholery…
Usłyszałam zaspanego Biersacka.
- O ja pierdole! Cud! Nasze słońce wróciło!
Zaczął drzeć tego swojego ryjca i kiedy już wyswobodził się spod urządzeń na nim spoczywających, rzucił się na mnie obejmując mnie swoimi chudymi kończynami.
- Nie waż się więcej tego robić, idiotko!
Wydarł się na mnie, po czym ledwo się obejrzałam, a już oboje leżeliśmy na dywanie.
- Brawo, mięśniaku. Powaliłeś mnie do parteru.
Zachichotałam złośliwie, kiedy Andy wciąż ściskał mnie z zaciszem na twarzy.
- Star!
Usłyszałam sekundę później rozbudzającego się Jinxx’a i uroczy głosik Sammi. Fioletowowłosa na powitanie zdzieliła mnie w łeb.
- Ej. Za co?
Zapytałam zdezorientowana.
- Po pierwsze za głupie ucieczki, a po drugie, żeby ci wybić to z łba na przyszłość.
Zjechała mnie, po czym wywróciła oczami i przytuliła mocno.
- Dawaj mi ją tutaj.
Wtrącił się w końcu Jeremy. Ten z kolei przytulił mnie i uniósł wysoko do góry.
- Jesteś najbardziej nieodpowiedzialną i nieprzewidywalną osobą jaką znam, wiesz?
Zapytał wlepiając we mnie swoje niebieskie oczy.
- A gdzie nasz główny winowajca?
Wtrącił się CC. Reszta wymieniła porozumiewawcze spojrzenia.
- Dobra. Drugą najbardziej nieodpowiedzialną osobą…
Mruknął Jinxx, odwracając wzrok w stronę kuchni.
- Czekaj, chwilę. On…
Chciał mnie jeszcze zatrzymać Andy, ale ja już szłam w stronę wskazanego pomieszczenia. Kiedy weszłam do kuchni, zatrzymałam się już w progu. Ashley spał oparty na blacie. Na około niego leżały butelki po whiskey i innych trunkach, oraz dwa telefony komórkowe.
- Palant…
Powiedziałam cicho, czując łzy zbierające się w moich oczach. Może i jest teraz cholernym idiotą i skurwielem, ale ja jestem w nim żałośnie zakochana i…. i nie mogę tego zmienić. Podeszłam do niego i odgarnęłam mu włosy za ucho. Miał tak rozpalone policzki… Poczułam nagle, że czyjeś ręce oplatają mnie w talii.
- Chodź, odpoczniesz.
Powiedział CC i odciągnął mnie nieco od Ash’a.
- Jestem taka żałosna.
Rozpłakałam się już na całego. Bębniarz wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Tam posadził na łóżku i mocno przytulił.
- Nie jesteś żałosna. Jesteś mądra, uważna, opiekuńcza i kochana. A on nie powinien był mówić nic co mogłoby cię zranić, bo nie jesteś tego warta.
Powiedział ocierając mi łzy. Spojrzałam na niego zszokowana.
- Ale…
Chciałam już coś powiedzieć, ale ten nie pozwolił mi dokończyć. Zamknął mi usta pocałunkiem.
- Kocham cię. Nie zasługujesz by być tak potraktowaną. I teraz wiem, że powinienem był o ciebie walczyć od początku.
Powiedział perkusista i patrzył na mnie w napięciu. Niewiele myśląc po wcześniejszym zakosztowaniu jego ust, chciałam czuć je ponownie. Pocałowałam go. Po chwili nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Usiadłam na nim okrakiem i wplotłam dłonie w jego włosy, a on położył dłonie na mojej talii. Kiedy już chłopak planował posunąć nasze gry dalej, oderwałam się od niego.
- Jeszcze nie teraz.
Odparłam. On uśmiechnął się do mnie i skinął głową, po czym położyliśmy się na łóżku, wtuleni w siebie, oglądając jakiś horror. Czułam pewną dozę szczęścia z Christianem, ale co chwila nachodziły mnie myśli, że tam na dole jest Ashley i jeszcze dziś, kedy dojdzie do siebie, będę musiała z nim porozmawiać. Poniekąd ciekawiło mnie, co ma mi do powiedzenia, ale z drugiej strony cholernie bałam się tej rozmowy. Co więcej… czy mam teraz być z CC’m?
czwartek, 29 sierpnia 2013
61. 'Ja bym kupił czerwone...'
Dobra, macie potworki ^^
Za brak wcześniejszej weny, teraz naszła jej podwójna dawka ;D
Carolyn - masz zeszyty z Batmanem! Czad! :D
Ariz - no tak wyszło... Wciąga mnie samą to, co piszę xD
mortician's daugter - ten rozdział to zdaje się będzie coś dla ciebie, kochana ComaGirl (i zdradzę, ze następny również ;3); no i pozdrów mamę! ;D
Jak czytałam twój komentarz to moja mama do mnie: 'Co ty się tak szczerzysz do tego komputera? Któryś z pięciu mężów do ciebie napisał?' hahah, kocham ją i tak bardzo wyczuła, że poniekąd chodzi o BVB xD
The Deviant - miło mi ♥ Lubię sprawiać ludziom przyjemność, a to co piszę u ciebie to sama prawda! Masz świetne pomysły i styl~- jednym słowem wielki talent ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ziewnęłam i przeciągnęłam się na czarnej pościeli. Uśmiechnęłam się pod nosem widząc obok łóżka bukiet czarnych róż. Wstałam, poprawiłam włosy i zeszłam na dół.
- Cześć, chłopcy.
Przywitałam Chrisa i Ricky’ego, którzy siedzieli w salonie pochyleni nad laptopem.
- Cześć, mała.
Odpowiedzieli równocześnie wyglądając znad ekranu.
- Jak się spało?
Zapytał Chris.
- W porządku. Bardzo wygodne łóżko. Ach, i dziękuję za kwiaty. Są cudowne.
Powiedziałam uśmiechając się lekko.
- Pomysł tego romantyka, ja tylko wykonanie.
Puścił mi oko Ricky. Zachichotałam i skierowałam się do kuchni.
- Zrobić komuś kawy?
Głośno zapytałam chłopaków, na co oni odkrzyknęli, że nie. Wzruszyłam ramionami i przygotowałam sobie kubek białej kawy.
- Co tam obczajacie?
Zaświergotałam, siadając obok muzyków. Siedzieli na twitter’rze.
- Czytamy wpisy od fanów.
Odpowiedział mi wokalista.
- Wow! Spójrz na tego fanarta!
Nagle krzyknął zachwycony Ricky, pokazując nam piękny malunek olejny całego Motionless In White. Czasami fani naprawdę wysyłają swoim zespołom piękne sygnatury, rysunki, czy zdjęcia. Można co niektórym jedynie pozazdrościć talentu.
- Ej, zobacz to… Ponad 10 tysięcy wejść.
Powiedział Chris, po czym wyświetlił z profilu Black Veil Brides jakieś nagranie audio. Chwila czy to…?
- Zapierdolę ich…
Wycedziłam. Ricky i Chris spojrzeli na mnie pytająco.
- Czekaj, to twoje?!
Wrzasnął nagle Ricky, wsłuchując się i kojarząc fakty.
- No taaa… Ale to z takiej totalnie prowizorycznej sesji. Zabiję tego idiotę.
Wymamrotałam, lekko się rumieniąc. To było nagranie mojego ‘Brun’ z ostatniej sesji, kiedy byłam z Ashley’m w studio.
- Wow! Jesteś… Nosz kurwa niesamowita!
Wydarł się ponownie gitarzysta. Chris tylko patrzył na mnie z podziwem.
- Dajcie spokój, to nic wielkiego.
Powiedziałam cicho, po czym wsadziłam nos w kubek z kawą. Chwilę potem usłyszałam dźwięk mojej komórki.
- Halo?
Powiedziałam bez zastanowienia, gdyż nie raczyłam nawet spojrzeć na wyświetlacz.
- Star?
Usłyszałam po drugiej stronie niepewny głos Jake’a.
- Oh… Coś się stało?
Wymsknęło mi się nieco skołowanym tonem, po czym wróciłam do beznamiętnego głosu.
- Martwimy się o ciebie od wczoraj. Gdzie jesteś, co się działo z tobą przez noc…? Może po ciebie przyjechać?
W przeciwieństwie do Jinxx’a, Jake nie zaczął mnie opierdalać, tylko było słychać, że jest bardzo zaspany i zmartwiony.
- Spokojnie. Nic mi nie jest. Jestem u Chrisa Motionless’a.
Powiedziałam spokojnie.
- U Chri… Że co?! Jak, gdzie, kiedy?
Zaczął pytać zaskoczony Pitts.
- No jakoś tak wyszło… Dłuższa historia. Wpadnie któryś z was po mnie?
Zapytałam, bo chciałam tę rozmowę jak najszybciej skończyć. Cóż, była to faktycznie historia nie na telefon.
- Eeee… Może być CC?
Zapytał, po chwili. Zamilkłam zdezorientowana.
- Czemu akurat CC, a nie na przykład ty?
W sumie, chyba Jake był najbardziej mile widzianą przeze mnie z nich obecnie osobą.
- Powiedzmy, że tylko on nie jest pod wpływem…
Wymamrotał Jake. Alkoholicy… Ja rozumiem, że się martwią, ale czy oni wszystko muszą topić w alkoholu?!
- Ugh.. Dobra. Whatever. Wyśle mu adres SMS’em. Pa.
Pożegnałam się lekko poirytowana i siedziałam tak dłuższą chwilę wpatrując się w telefon. Teraz tam wrócę i co? I mam ot tak przebaczyć Ash’owi, czy może w ogóle się do niego nie odzywać i traktować jak powietrze? Westchnęłam ciężko, wysłałam Christianowi adres Chris’a i popatrzyłam po chłopakach z Motionless.
- Nie smutaj, mała. Będzie dobrze.
Powiedział wesoło Ricky, puszczając mi oko.
- Przecież nawet nie wiesz o co chodzi…
Cicho odburknęłam. On tylko popatrzył na mnie z politowaniem.
- A wiesz, że nie muszę? Bo prawda jest taka, że co by to nie było lepiej stawic temu czoła. Jeśli powiesz sobie ‘dam radę’, to tak będzie.
Chris spojrzał ze zdziwieniem na swojego gitarzystę.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z Ricky’m?
Kumpel tylko wywrócił oczami.
- Ha-ha-ha. Nosz kurwa przezabawne.
Zironizował patrząc na wokalistę.
- Dzięki, panowie. Dziękuję za wszystko.
Powiedziałam uśmiechając się do nich.
- Nie ma sprawy, mała. Fajnie by było jakby nie urwał nam się kontakt.
Zagaił luźno Chris. Wyciągnęłam do niego dłoń, zabierając mu jego iPhone’a.
- Mój numer.
Powiedziałam po chwili go oddając.
- Spisz sobie Ricky. Dzwońcie jakby coś.
Dodałam z ciepłym uśmiechem.
Po pół godziny usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- To zdaje się mój szofer.
Wymamrotałam i poszłam za Chrisem, w stronę drzwi.
- Hej, szukam…
Zaczął CC, ale kiedy tylko mnie zobaczył, nie kończąc podszedł do mnie i przytulił mnie mocno, unosząc mnie w górę.
- Jak jeszcze raz taki numer zrobisz, to cię chyba zabiję!
W końcu mi pogroził, kiedy opuścił mnie na panele w przedsionku.
- Wyluzuj. Żyję przecież.
Powiedziałam drętwo. Pożegnałam się z Chrisem i Ricky’m. CC podziękował im za zajęcie się mną, za co notabene, dostał ode mnie kuksańca w bok.
- Nie jestem dzieciakiem.
Warknęłam i ostentacyjnie wyszłam. Usłyszała za sobą tylko chichoty chłopaków z MIW i mamrotanie przekleństw bębniarza. W jednej sekundzie o czymś sobie przypomniałam.
- Zaczekaj na mnie w aucie.
Rzuciłam do Christiana, który właśnie szukał kluczyków. Napotkałam na zaskoczone spojrzenia muzyków, kiedy wracałam w stronę domu.
- Kwiaty…
Powiedziałam z uśmiechem, stając na schodkach. Chwilkę później Chris pojawił się przede mną z bukietem czarnych róż.
- Jeszcze raz dziękuję.
Dodałam, wąchając wiązankę.
- Pasują do ciebie. Nie dziękuj.
Uśmiechnął się jeszcze Ricky, po czym w reszcie odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do samochodu.
Usiadłam na siedzeniu pasażera, dzierżąc w dłoniach mroczne kwiaty.
- Ja bym kupił czerwone…
Cicho i złośliwie skomentował Christian, zza kierownicy. Nie był najwyraźniej zachwycony ani moim spaniem u Chrisa, ani kwiatami od niego.
- Trzeba było pomyśleć wcześniej.
Odgryzłam mu się, unosząc brwi w górę. Jechaliśmy tak w milczeniu. Nagle samochód się zatrzymał pod willą Brides’ów. Żadne z nas nie ruszyło się z miejsca.
- Martwiliśmy się, Star.
Powiedział w końcu CC. Widziałam, że chciał być stosunkowo mało emocjonalny, ale nie szło mu zbyt dobrze. Milczałam.
- Czemu nic nie powiedziałaś? Chociaż jednemu z nas? Czemu nie zadzwoniłaś? Myślałem, że oszaleję. Bałem się, że zrobisz coś głupiego…
Christian mówił patrząc przed siebie.
- Bałem się, że cię stracę.
Mój wzrok podniósł się z kolan i spoczął na jego brązowych tęczówkach.
- Przepraszam, ale ja… Ja nie daję sobie trochę rady ze sobą… I jeszcze ON. Zapewne siedzi tam i czeka. Mam wejść i po prostu się z nim przywitać…?
Zapytałam ironicznie.
- Po tym wszystkim co mi powiedział… On mnie zranił, rozumiesz? Mam mu jeszcze pokazać, że do niego wracam…? Jak bardzo mam się ośmieszyć, po tym jak mi naubliżał…?
Miałam zaszklone oczy, więc odwróciłam od perkusisty swój wzrok.
- Będę z tobą. Będzie tam też reszta. Poza tym, rozmawialiśmy z nim i… Ashley musi ci wyjaśnić parę spraw, a ty go wysłuchać. Chociaż tyle. Potem sama zdecydujesz co dalej.
Poczułam jego dłoń, która spoczęła na moim karku i delikatnie przeczesywała moje włosy.
- Chodźmy…
Powiedziałam baznamiętnie, otwierając drzwi pojazdu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)