czwartek, 6 czerwca 2013

46. 'Pytam jak przyjaciel.'


Bardzo was przepraszam, ale kończy się rok szkolny i muszę trochę podkręcić tępo teraz.
Cieszę się jednak, że wpadacie i czasem ktoś skomentuje, także kocham was za to moje Devianciki ♥
W ramach rekompensaty dziś trochę dłuższy rozdział ^^
P.S. Neryo, czytasz mi w myślach! Wesele z motywami Alicji? TAK! Matko, gdzie ty byłaś całe moje życie?! ;)
Ale ja zaklepuję taką śliczną niebieską sukienkę jak miała Sammi! ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Hej, mała. Mam nadzieję, że jesteś głodna.
Przywitał mnie Jinxx promiennym uśmiechem, kończąc właśnie smażyć naleśniki. Po kuchni roznosił się cudowny zapach ciasta naleśnikowego, konfitur i czekolady.
- Jeszcze jak.
Uśmiechnęłam się lekko, stojąc w progu pomieszczenia. Usiadłam do stołu. Naprzeciw siedzieli CC i Ashley z głowami spuszczonymi w dół. Każdy z nich siedział z kubkiem kawy w dłoniach i milczał.
- Ej, może zaproponuję jej…
Andy wpadł właśnie do kuchni. Kiedy mnie dostrzegł, zawiesił się. Zamrugał dwa razy i wrócił do siebie.
- Tego… Nieważne.
Wymamrotał i podszedł do ekspresu.
- Jak tam Star? W porządku?
Zapytał, kiedy zrobił sobie kawę, zerkając na mnie. Potrząsnęłam głową w górę i w dół.
Jinxx podsunął mi pod nos talerz z naleśnikami. Dwa z czekoladą, dwa z truskawkami i malinami i dwa z syropem klonowym. Chwilę później już siedział po mojej prawicy. Po lewej stronie dosiadł się Jake.
- No jedz, narobiłem się trochę. Dość kiepski ze mnie kucharz, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle.
Zaśmiał się Jinxx, kładąc mi dłoń na ramieniu. Uśmiechnęłam się słabo do niego.
- Nie dam rady tyle zjeść.
Powiedziałam cicho.
- Nawet mi nie mów. Wczoraj zero kolacji, dziś bez śniadania. Już.
Skarcił mnie zaraz Jake. Wzięłam sztućce i skosztowałam przysmaku z owocami.
- Są przepyszne. Dziękuję, Jeremy.
Powiedziałam przeżuwając naleśnika.
- Nie ma sprawy, mała.
Poczochrał mi włosy na głowie. Uśmiechnęłam się do talerza. Chyba pierwszy szczery uśmiech dzisiaj.
- To co, Star? Kino? Spacer? Basen?
Andy zaczął mi podawać różne opcje na spędzenie dzisiejszego dnia.
- A nie macie nagrań, czy coś? Wywiady i te sprawy…?
Zapytałam patrząc na wokalistę, opierającego się o kredens.
- I tak by dziś nic nie poszło…
Wymamrotał CC, z nosem dalej w swoim kubku. Andy odchrząknął znacząco, a perkusista zaraz zamilkł. Miałam wrażenie, że Christian i Ashley zostali nieźle objechani przez resztę, za wczoraj.
- Wiesz… Przeszłabym się trochę.
Powiedziałam po chwili namysłu, wracając do wcześniejszego pytania. Andy pokazał mi rządek swoich bielutkich zębów.
- Za pół godziny widzimy się na werandzie.
Rzucił z uśmiechem i zmył się z kuchni.
Spojrzałam lekko zdziwiona na resztę. Z czego on się tak cieszył? No, mniejsza… Skończyłam jeść, właśnie dopijałam kawę.
- Dziękuję chłopcy, było przepysznie.
Powiedziałam już w lepszym humorze. Na chwilę oczy moje i Ashley’a się spotkały. Wystarczyło. Szybko urwałam ten kontakt i popatrzyłam w inną stronę. Widziałam, że cierpi, że jemu też nie jest łatwo, ale ja muszę pomyśleć. Chociaż trochę.
- Także… Idę już.
Wymamrotałam i ze spuszczoną głową wyszłam z kuchni. Wpadłam dosłownie na kilka minut do pokoju, żeby jakoś się uszykować do wyjścia. Ubrałam czarne, podarte rurki, na to luźną koszulkę na ramiączkach, a pod spód koronkowy biustonosz. Nieźle. Do tego buty. Buty… Buty… O! Są. Moje stare glany. Mam je już kilka lat, ale są nie zawodne. Nieco poprzecierane, ale dają radę. Zbiegłam po schodach i po chwili zamykałam już drzwi. Andy już na mnie czekał.
- To dokąd zmierzamy?
Zapytał puszczając mi oczko.
- Przed siebie.
Powiedziałam i odetchnęłam świeżym powietrzem.
Opuściliśmy posiadłość chłopaków i szliśmy prosto ulicą rzekomo główną. Dlaczego rzekomo? Widzieliście kiedyś, żeby w Los Angeles na głównej brakował aut? No, ja też nie. A tutaj właśnie tak było. W ciągu godziny tędy przejeżdżał, może jeden samochód. Ledwo się obejrzeliśmy, a już byliśmy na wzgórzu Hollywood. Kiedy tylko dostrzegłam napis, stanęłam za literą „Y” i zatopiłam się całkowicie w widoku. O tak. Tego potrzebowałam. Cisza i ten widok. Tysiące świateł i zachodzące w oddali słońce, chowające się za wieżowce i wille centrum Los Angeles. Ten idealny stan umysłu, kiedy nie myślisz o niczym. Czujesz tylko chwilę i jej piękno.
- Widzę, że się podoba.
Wyrwał mnie nagle głos Andy’ego.
- Tak.
Uśmiechnęłam się, pożerając wręcz wzrokiem idealną panoramę miasta z czerwonym słońcem w tle. Zapomniałam już nawet, że przyszłam tu z Andy’m. Czuję, że będę tu wpadała częściej.
- Cudowny.
Szepnęłam bardziej do siebie, niż do chłopaka. Biersack stanął obok i również utkwił wzrok w horyzoncie. Odpalił papierosa i zaciągnął się.
- Co zamierzasz?
Zapytał z nikąd Andy, wypuszczając jednocześnie kłęby dymu z ust. Spojrzałam na niego zaskoczona.
- O czym mówisz?
Zobaczyłam uśmiech przemykający przez jego wargi.
- Nie mów, że nic ci nie jest. Chciałem wieczorem sprawdzić jak się czujesz, jak już wygoniłaś chłopaków.
Zaczął. Momentalnie stałam się czujna. Nie wiem jeszcze ile słyszał i co mi powie.
- Przyznam, że troszkę podsłuchiwałem. A ty płakałaś. Płakałaś cały czas.
Ulżyło mi nieco, bo bałam się, że dowiedziałby się o którejś z ran. Ale odwróciłam wzrok. Co miałam niby powiedzieć? Zaprzeczać? A może, że to ze szczęścia?
- Może powiesz jak ci z tym?
Zapytał wciąż zapatrzony w widok Andy.
- Wybacz, jestem kiepska do wywiadów.
Zaśmiałam się nerwowo. Andy wyciągnął z ust niedopalonego peta i przydepnął go butem.
- Pytam jak przyjaciel.
Powiedział. Chyba miał rację. Innym doradzałam mówienie i dzielenie się problemami, a sama nie umiem tego zrobić. To takie żałosne. Przecież nie mogę żyć z tymi wiecznymi pretensjami do siebie. Mogę choć trochę sobie pomóc.
- Pomogę ci.
A ten czyta mi w myślach?! Nieważne. Chyba nie uniknę rozmowy. Ponownie oparłam się o metalową barierkę i odgarnęłam za ucho moje potarmoszone przez wiatr włosy.
- Ja rozmawiałam dziś z Jake’m, mówił, że tak nie jest ale… Ale ja dalej mam wrażenie, że Ash i CC tak szybko nie przestaną się kłócić póki ja tu jestem. Uwielbiam waszą całą piątkę. Jesteście moimi przyjaciółmi. Nie chcę tego popsuć. Nie chcę, żeby przeze mnie rozpadał się zespół…
Andy był dalej niewzruszony. Stał zapatrzony w słońce, które już prawie zaszło.
- Ashley i CC. Obaj są dla mnie ważni i żadnego nie chcę stracić.
Szepnęłam. Biersack w końcu skierował na mnie swoje dwa lazurowe jeziora. Patrzył na mnie bardzo spokojnym, ale i przenikliwym wzorkiem.
- Kochasz Ashley’a?
Zapytał lustrując moje tęczówki.
- Ja…
Zawahałam się. Dlaczego? Przecież to oczywiste, że tak. Co się ze mną dzieje?
- Tak. Kocham go.
Powiedziałam najdobitniej jak mogłam. Nie mogę się wahać.
- A Christian?
Zapytał wokalista, nie spuszczając ze mnie oczu.
- Jego też kocham. Ale on jest moim przyjacielem. Przyjacielem.
Powtórzyłam jakby przekonując samą siebie.
- Ja chyba powinnam zniknąć.
Przypadkiem wymsknęły mi się moje myśli. Andy stanął przede mną wyprostowany.
- Nie waż się nawet.
Powiedział nieco przez zęby.
- Ale…
Zaczęłam ze łzami w oczach.
- Po pierwsze my wszyscy nie chcemy cię stracić. Jesteś naszą przyjaciółką, okej? A Ash i CC to chyba by zwariowali. Ten pierwszy jeszcze by wpadł na jakiś głupi pomysł…
Andy przejął się tym co powiedziałam, bo mówił coraz głośniej. 
- Co masz na myśli…?
Zapytałam momentalnie zawieszając swoje oczy na chłopaku, kiedy wspomniał o ‘głupim pomyśle’. Andy westchnął.
- Jakiś rok temu zerwał z Blondi. Nikki. Nie wyszło mu to na zdrowie…
Czekałam w milczeniu. Wiedziałam, że Purdy był wcześniej z Nikki, ale nie miała pojęcia, potem coś się stało.
- Zerwali, bo Ashley dowiedział się, że kochana Nikki miała drugiego kochasia. Ona go potem długo błagała, żeby wrócił. Nie wiedział co dalej i zaczął sięgać po jedną więcej butelkę Danielsa. Potem dwie. Pił tyle, żeby zapomnieć o niej. W końcu go jakoś wyciągnęliśmy. A potem jak ty się pojawiłaś… On funkcjonował jakby nigdy nie pojawił się ktoś taki jak Nikki.
Byłam zszokowana tym co usłyszałam. Ja… Ja nie myślałam, że to tak wyglądało.
- Mam przeczucie, że ty potrzebujesz go tak samo mocno, jak on ciebie.
Dodał Andy. Zacisnęłam dłoń na barierce.
- Wracajmy.
Powiedziałam krótko. Musiałam ich zobaczyć. Obydwu. Trzeba to wyjaśnić i to ja muszę to zrobić.
- Zdaje się, że już czas.
Powiedział tajemniczo Andy. Spojrzałam na niego.
- Powiedzmy, że był dodatkowy powód mojego wyciągania cię dziś z domu.
Zaśmiał się Biersack. Przez całą drogę powrotną zastanawiałam się o co chodzi. Co się dzieje? Czyżby miała czekać mnie dziś jakaś niespodzianka?

niedziela, 2 czerwca 2013

45. 'O czym ty mówisz?'


Usiadłam na skraju szkarłatnej pościeli i podciągnęłam kolana pod brodę. Poczułam świeże łzy na swoich policzkach. Co się ze mną ostatnio dzieje? Tyle lat dawałam sobie radę. Tyle lat nikt nie widział moich łez, a teraz… Eksponuję je, jakbym nagle przestała się ich wstydzić. Ja tak bardzo się gubię. Nie wiem co teraz. Kocham Ashley’a. Ale CC… Jest moim przyjacielem. Nie jest tak łatwo przestać kogoś kochać. Jeśli nic z tym nie zrobię, on będzie cierpiał. Lauren też będzie cierpiała. I wszystko przeze mnie. Po co ja się pojawiłam w ogóle w życiu chłopaków? Co ja sobie myślałam? Wszystko samo się ułoży? Boże… Jak mogłam być tak głupia. Durna dziewczyna z Polski, która myślała, że zawojuje świat. Kto pomyślał, że tak szybko moje szczęście się skończy. Jeszcze godzinę temu kochałam się z moim chłopakiem i byłam taka szczęśliwa, a już zdążyłam sprowadzić kolejne kłopoty. Ja tylko niszczę…
Bezwiednie wstałam i poszłam do łazienki. Spojrzałam na swoje odbicie.
- Idiotka.
Szepnęłam. Ściągnęłam koszulkę. Co wieczór zmiana opatrunków. Moje żebra już się prawie zagoiły. Nic nie było widać, prócz kilku zadrapań. Rozwinęłam bandaże. Wyrzuciłam je do kosza. Już nie będą potrzebne. Osunęłam się lekko po przeciwnej ścianie i skuliłam się na posadzce. Co ja mam teraz zrobić? Nie wiem… Czuję się potwornie zagubiona. Tak bardzo chciałabym, żeby któryś z chłopaków teraz tu był. Żeby nagle Ashley wszedł tutaj, tak jak wtedy w szpitalu, żeby pocałował mnie delikatnie w policzek i, żeby był. Ale nie mogę. Nie mogę być dla nich wszystkich wiecznym utrapieniem, wiecznym problemem. Coś błysnęło mi na umywalce. Za dobrze znam ten błysk. Uczucie kiedy ostrze uśmiecha się do ciebie i wyciąga pomocną dłoń.
„Jestem tu dla ciebie.”
Co to? Czy ktoś coś powiedział?
„Pomogę ci. Będzie lepiej.”
Kim jesteś? Boję się.
„Zobacz. Uśmiecham się. Jedno draśnięcie. Poczuj ulgę.”
Nie. Nie chcę. Znów się nie uwolnię. Tak jak te kilka lat temu w ośrodku wychowawczym. Odejdź.
„Wiesz, że mnie potrzebujesz.”
Cisza. Znów sobie z tym nie poradzę. Zawsze mówi się, że będzie kontrola. To kłamstwo. Nad tym nie można zapanować. Ale może… Przecież wiem jak to jest. Jeden raz dużo nie zmieni. Będzie lepiej. Sięgnęłam po srebrną żyletkę z krańca umywalki. Obracam ją w palcach. Przykładam do przedramienia. Nie! Tutaj wszyscy zobaczą. Każdy będzie pytał, osądzał. Przekręciłam się odrobinę, odsłaniając skórę tuż nad kością biodrową. Tu będzie dobrze. Przykładam ostrze do skóry. Lekkie przyciśnięcie. Rysa na alabastrze. Drobne kropelki krwi. Ulga. Całe moje ciało się odpręża. Jeszcze jedna. Nic mi nie będzie. Obejmuje mnie fala błogości. Ta będzie ostatnia. Odrzuciłam żyletkę na bok. Piękne uczucie otępienia. Trzy rysy to nie wiele. Nikt nie zauważy. Popatrzyłam na cienką stróżkę płynącą z ran. Chłopcy nie mogą wiedzieć. Przykleiłam opatrunek do rany. Momentalnie pojawiły się na nim czerwone plamki. Szybko przykryłam je czarną bluzką. Nie zauważą. Wstałam. Łoł, zawroty głowy. Wyszłam powoli z łazienki i położyłam się na łóżku. Pierwsza w nocy. Zapaliłam jedną z zapachowych świeczek, które przemyciłam do pokoju. Hmm… Wiśnie. Nie miałam nawet ochoty się przebierać. Ściągnęłam szorty i w samych majtkach i koszulce Ashley’a położyłam się na czerwoną pościel. Opatuliłam się jak mogłam koszulką, którą miałam na sobie. Jego zapach. Zaciągnęłam się kilka razy i wpatrzona w ogień próbowałam usnąć. Zamknęłam oczy.
„Nie mogę być dla nich ciężarem.”
-----------------------------------------------------------------------------------
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi. Przekręciłam się na drugi bok.
- Nathalie?
Usłyszałam głos Jake’a zza drzwi. Wstałam, naciągnęłam jakieś spodnie na tyłek i poszłam otworzyć.
Jake wszedł do mojego pokoju, zamknął za sobą drzwi i stał teraz ze mną twarzą w twarz. Był wyższy, więc ja musiałam zadrzeć głowę do góry, a on patrzeć w dół.
- Kiepsko wyglądasz.
Powiedział lustrując moją twarz. Uśmiechnęłam się lekkim, kpiarskim uśmieszkiem.
- Nic dziwnego.
Wymamrotałam. Chłopak patrzył na mnie bez słowa. Stał bardzo blisko.
- Co? Ty też chcesz mi powiedzieć, że mnie kochasz?
Zapytałam kpiąco, ze smutkiem w oczach. Jake posłał mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
- Skoro bardzo chcesz…
Nie miałam ochoty na żarty. Odeszłam od niego i usiadłam na łóżku.
- Coś się stało?
Zapytałam z kamienną twarzą.
- Nie. Martwiłem się i tyle. Słyszałem wczoraj co się tu wyprawiało i… I niepokoiłem się o ciebie. To tyle.
Jestem już kompletnie wyprana z uczuć. Uśmiechnęłam się krzywo i odwróciłam wzrok. Jake podszedł do mnie i uklęknął tuż przede mną. Położył dłonie na moich kolanach.
- Hej, mała. Kocham cię.
Drgnęłam nie spokojnie. Już za wiele się tego wczoraj nasłuchałam.
- Kocham cię niezmiernie mocno. Jesteś moją przyjaciółką, rozumiesz? Kocham cię tak jak każdego z chłopaków, jak Sammi, Juliet… No, za tą ostatnią średnio przepadam, ale pomińmy to.
Spojrzałam na niego i uważnie go słuchałam, uśmiechnęłam się na tę małą dygresję a propos Juliet.
- Ale martwię się o ciebie. Nie chcę, żebyś zrobiła coś głupiego. Ci dwaj debile, siedzą teraz na dole i wyrzucają sobie wczorajszy wieczór. Nie mogą się w ogóle ogarnąć i chodzą zdołowani. Też się o ciebie martwią.
Podniósł mi podbródek w górę.
- O naszej pozostałej trójce nie wspomnę. Andy od rana myślał jak wyciągnąć cię z pokoju, a Jinxx właśnie robi ci śniadanie. Ja nie dałem rady. Bałem się i musiałem sprawdzić jak się czujesz.
Zrobiło mi się ciepło na sercu. Ujęłam w swoją dłoń jedną z jego.
- Jake…
Wydukałam i sekundę później już byłam w ramionach gitarzysty. Kochał mnie i ja go też. Kochaliśmy się tą przyjacielską miłością. Chyba najsilniejszą. Posadził mnie sobie na kolanie i nie wypuszczał z uścisku. Gładził dłonią moje włosy i powtarzał, że wszystko będzie dobrze.
- Ale to wszystko przeze mnie… To moja wina…
Wychlipałam w mokrą już koszulkę Jake’a. Odsunął mnie lekko i spojrzał na mnie zdziwiony.
- O czym ty mówisz?
Zapytał wpatrując we mnie swoje brązowe tęczówki.
- Nie widzisz? Ash i CC w kółko się kłócą. Gdyby mnie tu nie było, nic takiego by się nie działo…
Szepnęłam przeczesując nerwowo włosy dłonią.
- Żartujesz? Jesteśmy pięcioma facetami, którzy obecnie mieszkają w jednym domu i mówisz, że byśmy się nie kłócili? Słyszysz się?
Powiedział lekko rozbawiony gitarzysta.
- Ale spójrz ile czasu mi poświęcacie i…
Jake położył mi palec na ustach.
- Przestań tak gadać. My chcemy i tyle.
Po czym wstał i wyciągnął do mnie dłoń.
- Chodź na śniadanie, Star.
Nie byłam o tym wszystkim przekonana, ale ruszyłam z przyjacielem na dół.


sobota, 1 czerwca 2013

44. 'Ja ją kocham, debilu!'


Westchnęłam i rozłożyłam się jeszcze na chwilę na łóżku. Przeciągnęłam się kilka razy. Czułam się cudownie. Po chwili zebrałam się i podniosłam z pościeli upstrzonej we wzór zebry. Zabrałam jeden z shirt’ów Ashley’a i ubrałam dżinsowe szorty. Tak bardzo nie chciałam rozstawać się z jego zapachem. Zaścieliłam łóżko, ogarnęłam pokój mojego słodkiego muzyka i zeszłam na dół. Ogarnęłam nieco przedpokój gdzie też trochę narozrabialiśmy i z uśmiechem ruszyłam do kuchni. Co tak ciemno? Rety, była już 22. Nie myślałam, że spędziliśmy w sypialni tyle czasu. Zrobiłam sobie kubek gorącej herbaty i usiadłam wygodnie w fotelu, nogi krzyżując na siedzeniu. Oparłam się o zagłówek i uśmiechałam jak głupia sama do siebie. Jestem taka szczęśliwa. Chyba nigdy nie byłam taka. Nagle całe moje życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Zero kłopotów, zero bólu… Tylko miłość i szczęście. Mam nadzieję, że ten stan nie skończy się nagle. Że nie obudzę się jak z ulotnego snu i, że całe zło nie powróci do mnie. Tyle złych wspomnień. Brak rodziny, brak przyjaciół, brak akceptacji… Do tego jeszcze przykry incydent z przyszywanym bratem z rodziny zastępczej. Momentalnie stanęła mi przed oczami twarz Daniela. Nie, nie teraz. Odrzuć od siebie te złe wspomnienia. To koniec. Zaczęłaś nowe życie, jesteś szczęśliwa. Nathalie, przestań! Otworzyłam szybko oczy, które zacisnęłam pod wpływem wszystkich tych ciążących emocji, całej złej przeszłości. Poczułam, że po policzkach ściekają mi łzy.
- Boże… Co się ze mną dzieje…?
Zapytałam sama siebie nie mogąc powstrzymać się od łez. Dopiero byłam taka szczęśliwa. Najwidoczniej nie mogę być całkowicie pozbawiona strachu i bólu, póki nie zniknie on z mojej podświadomości. Usłyszałam dźwięk klucza przekręcanego w zamku. Chłopcy wrócili. No już, ogarnij się. Nie mogą cię zobaczyć w takim stanie. Szczególnie Ashley. Otarłam szybko łzy i zrobiłam łyk herbaty. Uspokój się i myśl o chłopakach, myśl o CC’m, o Jake’u, o Jinxx’ie, Andym. O Ash’u. Myśl o Sammi. Wdech i wydech.
- Hej, wszystko w porządku Star?
Zapytał CC, który kucnął tuż przede mną. Pokiwałam głową patrząc na niego dość nieprzytomnym wzorkiem.
- Na pewno? Jak się czujesz?
Dopytywał się perkusista. To było takie miłe, że martwił się o mnie. Chyba przez te wszystkie lata tego właśnie mi brakowało, i teraz tego potrzebowałam.
- Nie, w porządku. Naprawdę.
W końcu się odezwałam i posłałam mu słaby uśmiech.
- Co jest?
Zapytał Jake, który widząc nas przerwał jakąś rozmowę z Andy’m i Jinxx’em.
- Zdaje się, że mała kiepsko się czuje.
Powiedział przykładając mi dłoń do czoła.
- Jesteś dość ciepła.
Wymamrotał pod nosem.
- Ash nieźle ją wymęczył.
Mruknął Andy, próbując zatrzeć to udawanym kaszlem. Na twarzach gitarzystów pojawiły się uśmieszki.
- Zajebiście zabawne. Debile, przecież ona jest cała blada!
Wkurzył się na kumpli Christian i wziął mnie delikatnie na ręce.
- Jak Ashley wróci z garażu, powiedzcie mu, że jesteśmy na górze.
Poinformował resztę zespołu i zaniósł mnie do mojej sypialni. Położył delikatnie na łóżku. Ja szybko zwinęłam się w kłębek i ukryłam twarz w poduszce.
- Hej, co się dzieje, piękna?
Zapytał troskliwie Christian, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Nie mogę… Nie potrafię…
Wymamrotałam zakrywając twarz pościelą.
- No tak to ja za wiele nie zrozumiałem.
Zaśmiał się uroczo CC i delikatnie zabrał poduszkę i obrócił mnie tak, żebym mogła go widzieć. Spuściłam swój zapłakany wzrok, żeby go nie widział.
- Powiedz. Proszę.
Powiedział ocierając jeden z moich policzków.
- Przeszkadzam?
Zapytał stojący w drzwiach Ashley. Kiedy zwróciłam na niego swój wzrok, nasze oczy się spotkały. Kiedy zauważył, że płakałam, jego oczy od razu zmieniły się. Z gniewu nie pozostało nic, zobaczyłam troskę. Podszedł do mnie i kucnął przy moich kolanach.
- Coś ty jej zrobił?
Warknął na CC’ego basista. Bębniarz popatrzył na niego zirytowany.
- Ja? To chyba ja powinienem zapytać, co TY jej zrobiłeś?!
Wrzasnął wkurzony na kumpla.
- Jak w ogóle możesz myśleć, że mogłem jej coś zrobić?!
Ashley i Christian zaczęli się kłócić. Świetnie. Jeszcze tego brakowało.
- Och, niech pomyślę… Czyżbyś siedział z małą sam na sam przez ostatnie kilka godzin? A teraz jak widzisz jest załamana i kompletnie wykończona!
Zaczął sarkastycznie CC, zaciskając pięści.
- Ja ją kocham, debilu!
Krzyknął Ashley, również szykując się do zadania ciosu.
- Też ją kocham do cholery!
Odkrzyknął się Christian i już mieli zacząć się bić…
- Przestańcie!
Krzyknęłam najgłośniej jak mogłam. Momentalnie ich oczy zwróciły się w moją stronę.
- Obaj macie przestać!
Wstałam i stanęłam pomiędzy chłopakami.
- Jesteście przyjaciółmi, zapomnieliście? Macie zamiar się pobić? O co? Słucham? O to, że żaden z was nie zapytał mnie i w dodatku nie chciał słuchać drugiego?
Starałam się przemówić im do rozsądku. Opuścili pięści i zaczęli wpatrywać się w czubki swoich butów.
- Wyjdźcie stąd.
Powiedziałam beznamiętnie i usiadłam na skraju łóżka. Spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Już, wyjazd z mojego pokoju.
Warknęłam i podkuliłam nogi.
- Ale…
Już Ash chciał coś powiedzieć, kiedy napotkał mój wzrok. On i CC bez słowa wyszli z mojej sypialni. Zakluczyłam drzwi i wróciłam na łóżko.


piątek, 31 maja 2013

43. 'Ale nabałaganiliśmy.'


Gosia, ciastko? Why not, ja tam lubię słodkości ^^
Agata, nawet nie wiesz jak mi miło jak tak wpadasz, sprawdzasz i domagasz się mojego opowiadania dalej. Kochana jesteś ♥
P.S. Rozdział nieco pikantny. Mam nadzieję, że nie zbanują mnie za jakieś +18 ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- To co? Kończymy na górze?
Zapytał figlarnie. Ja tylko spojrzałam na niego z błyskiem w oku i pociągnęłam za koszulkę. Znów złączyliśmy nasze usta w pocałunku. Nie przerywając tego Ashley wniósł mnie po schodach na górę, do swojego pokoju. Położył mnie na łóżku, nie zamykając nawet drzwi i zaraz znalazł się na mnie. W końcu oderwaliśmy od siebie nasze usta. Jedno znaczące spojrzenie wystarczyło i Ashley już wiedział, że pozwalam mu na wszystko. Pocałował mnie pod uchem i zjechał językiem niżej. Szyja, ramię. Zdjął zwinnie moją bluzkę i biustonosz, po czym kontynuował. Kilka pocałunków pomiędzy moimi piersiami i zjeżdżał językiem coraz niżej. Poczułam jego usta na moim podbrzuszu. Jego dłonie spoczęły na moich biodrach. Zębami chwycił czarne stringi i zaczął zsuwać je w dół. W życiu nie czułam takiej przyjemności. W odruchu ekstazy chwyciłam go lekko za włosy. Po chwili przestał pieścić moje dolne partie ciała. Znów odszukał moje usta. Przyciągnęłam go mocno do siebie. Przygryzł moją dolną wargę. Zamruczałam z rozkoszy. Przecież nie mogę tylko ja być tu zabawiana. Odepchnęłam Ashley’a na bok i szybko usiadłam na nim okrakiem. Wpiłam się agresywnie w jego usta i zaczęłam ściągać mu koszulkę. Kiedy ta leżała już na ziemi, wyprostowałam się i siedząc dalej na chłopaku, sugestywnie patrząc mu w oczy zaczęłam zjeżdżać dłonią po jego torsie coraz niżej. Posłał mi szelmowski uśmiech i wyraźnie czekał na dalsze działania z mojej strony. Kiedy moja dłoń trafiła na spodnie, chwyciłam go mocno za dużą, srebrną klamrę skórzanego pasa i pociągnęłam do siebie. Podobał mu się ten temperament. Odpięłam zwinnie pas i zaczęłam zsuwać mu spodnie. Kilka sekund później nasze nagie ciała zwarły się i nie ma teraz mowy o żadnym przerwaniu. Oplotłam go nogami w pasie i chwyciłam za kark tak, żeby był jak najbliżej. Jedna z jego dłoni spoczęła na moim biuście, a drugą podtrzymywał się o zagłówek łóżka. Był cudowny. Każdy jego pocałunek, każdy dotyk sprawiał, że czułam się jak w niebie. Na początku trochę bolało, ale nie miałam zamiaru przerywać. Było mi jednocześnie tak dobrze. Kiedy nadszedł kulminacyjny moment naszej zabawy, jęknęłam cicho i chwyciłam Ash’a mocno z włosy. Wydawało się, że spodobało mu się to. Westchnął, a ja odchyliłam głowę do tyłu i wygięłam się w łuk będąc pod chłopakiem. On przywarł do mnie mocniej i znów całował moją szyję.
- Ashley…
Wyjęczałam jego imię oddając się stanowi uniesienia.
- Powiedz je jeszcze raz.
Mruknął mi będąc blisko, lekko przygryzając mi płatek ucha.
- Ashley.
Powtórzyłam w stanie największej ekstazy.
Po najcudowniejszych doznaniach, jakie mój chłopak mógł mi zafundować, leżeliśmy w końcu obok siebie przytuleni. Matko, mówię teraz na mojego ukochanego basistę, członka mojego ulubionego zespołu „mój chłopak”. Nie wierzę. Od kiedy ja mam w życiu takie szczęście? Wiecznie tylko kłopoty, problemy, aż tu nagle pojawił się ON i jakby wszystko zniknęło. Wtuliłam się w jego ramiona i pocałowałam w żuchwę. W odpowiedzi Ashley złożył mi uroczego buziaka na włosach.
- Jesteś cudowna.
Powiedział głaszcząc mnie po odkrytym ramieniu.
- Ty też, kotku.
Powiedziałam zalotnie kreśląc na jego nagim torsie koła i linie.
- Ale nabałaganiliśmy.
Zaśmiał się Ashley. Ogarnęłam wzrokiem jego pokój. Wszędzie leżały nasze porozrzucane części garderoby. Od okryć wierzchnich, po bieliznę. Zaśmiałam się. Nagle usłyszałam dźwięk komórki, jednak nie był to mój dzwonek. Ash sięgnął po swoje spodnie i wyciągnął z kiszeni swoją komórkę.
- Halo?
Zapytał.
- Idioto!
To było dokładnie pierwsze co usłyszałam w słuchawce. Podparłam się na ramieniu i czujnie nasłuchiwałam rozmowy.
- Znowu ja dostaję ‘idiotą’…? Za co znowu?
Zapytał Ashley lekko zirytowany.
- Kiedy ledwo od wyjścia zająłeś się urokiem swojej dziewczyny, to przyznaj, że nie pomyślałeś czym my kurwa wrócimy do domu!
Wydarł się do słuchawki Andy.
- Osz kurwa…
Wymamrotał Ash pod nosem. Zachichotałam zasłaniając usta poduszką.
- A mała niech się tam nie śmieje, bo jej się też oberwie za rozpraszanie muzyków w trakcie pracy!
Dodał złośliwie, jak widać słysząc mój śmiech.
- Dobra, to zaraz po was przyjadę.
Szybko powiedział Ashley, już wstając z łóżka.
- No ja ci radzę! I mam nadzieję, że sufit się jeszcze nie posypał!
Matko, ale ten Biersack złośliwy jak się go wkurzy. Nie zmienia to faktu, że cała sytuacja była dość zabawna.
Ashley już zaczął się ubierać, kiedy popatrzył w moją stronę.
- Przepraszam, ale muszę jechać po tych debili. Jedziesz ze mną?
Popatrzyłam na niego z uroczym politowaniem.
- A kto ogarnie ten nasz bałagan, co?
Zapytałam retorycznie. Ash rozejrzał się po lekko zabałaganionym pomieszczeniu, po czym objął wzrokiem łóżko, na którym panował kompletny chaos, w którym leżałam.
- Pomógłbym, ale…
- Leć już po nich. Poradzę sobie.
Uśmiechnęłam się do niego i pospieszyłam gestem ręki. Zakładał już swoje kowbojki, po czym podszedł do mnie i pocałował mnie.
- Dziękuję. Niedługo wracam, kocie.
Powiedział i dał mi buziaka w nos. Wyszedł.