poniedziałek, 12 sierpnia 2013
57. 'A ja się na coś załapię?'
- Wybacz, mała. Ten dupek właśnie dzwonił.
Usprawiedliwił się Andy, po tym jak chwilę temu musiał przerwać mi kręcenie a propos miejsca pobytu Purdy’ego. On i Jinxx wiedzieli więcej niż mi powiedzieli, widziałam to po nich. Po prostu nie chcieli mówić. Dowiedziałam się jedynie tyle, że z wczorajszej imprezy mój chłopak wybył z wianuszkiem czterech panienek, po dwie na każdą rękę, przy czym obaj zarzekali się, że było z nim coś nie w porządku. Pijany, czy na haju, ale coś było nie tak. Cóż, nie zmienia to faktu, że jakoś się do tego stanu doprowadził… Ugh. Nieważne zresztą. Teraz to już nie wiem, czy chcę się z nim w ogóle widzieć.
- To co, chcesz ze mną po niego jechać?
Zapytał Andy, szukając kluczyków do auta. Pokręciłam przecząco głową.
- Niech nie myśli, że jeszcze teraz do niego przybiegnę.
Warknęłam pod nosem, dopijając resztkę kawy.
- Idę zobaczyć jak czuje się Jake.
Poinformowałam zgromadzenie i odwróciłam się na pięcie. Jednym zgrabnym ruchem zwinęłam z blatu ostatnie wino Seven Eleven – nawiasem mówiąc, ulubione Pitts’a.
- Tak się od dzisiaj leczy kaca?
Zaśmiał się za mną Coma. Puściłam mu tylko zadziornie oczko i skoczyłam na górę. Kaca... Chciałby. Miałam zamiar na osobności dobrać się do tej pięknej butelki wytrawnego. Flaszeczkę zostawiłam obok łóżka w swoim pokoju (gdzie dodatkowo stała, wczoraj przyniesiona przez CC’ego, whiskey) i cicho uchyliłam drzwi do pokoju Jake’a. Na paluszkach weszłam do środka i klęknęłam tuż przy skraju łóżka. Chłopak słodko spał, ale przeraziło mnie, że wciąż był niemiłosiernie blady i dość gorący. Nienawidziłam, kiedy bliskie mi osoby chorowały. Nawet jeśli to nie było nic poważnego. Po prostu łamało mi serce, kiedy widziałam je w stanie kompletnego wykończenia fizycznego i psychicznego. Siedziałam tak przy gitarzyście przez dłuższą chwilę, gładząc jego zmierzwione, czarne włosy.
- Ella…
Zaczął majaczyć rozgorączkowany Jake, wybudzając się ze snu.
- To ja, Natalie… Jak się czujesz?
Chłopak powoli uniósł się na pościeli, przeciągnął parę razy i usiadł.
- Niezbyt. Głowa napierdala mnie jak cholera i czuję się jakbym miał zaraz kompletnie zejść.
Usiadłam bliżej Jake’a i przyłożyłam mu dłoń do czoła. Był wciąż rozpalony. Zwróciłam delikatnie jego twarz na mnie. Oczy wciąż zaszklone. Trzeba będzie jechać do lekarza…
- I jaka diagnoza pani doktor?
Zapytał zaczepnie gitarzysta. Chociaż już zaczął kontaktować na tyle, że poczucie humoru mu trochę wróciło. Uśmiechnęłam się do niego.
- Panie Pitts, obawiam się, że bez wizyty u lekarza specjalisty się nie obejdzie. Obecnie stawiam na przeziębienie, połączone z kacem.
Powiedziałam udając tonem zawodowego diagnostyka.
- Mój prywatny dr House, wersja żeńska.
Puścił mi oko chłopak i wstał, co nie było dobrym pomysłem. Zaraz musiałam go podtrzymać. Gorączka i kac, nie robią dobrze na równowagę.
- Kładź się lepiej do łóżka, przyniosę ci śniadanie.
Powiedziałam, trzymając go mocno za ramię.
- Żartujesz? Wyglądam jakby mnie stado koni poturbowało. No cóż, tak się też czuję, ale idę się ogarnąć, jak mamy jechać do lekarza. A na śniadanie sobie zejdę.
Boże, jak z dzieckiem. Mamo, ja sam. Niech się nie dziwi, że tak wygląda jak zapił się wczoraj w trzy dupy. No cóż, niech już się idzie umyć, chociaż przestanie od niego walić alkoholem w najczystszej postaci.
- Tylko nie zabij się w tej łazience, ślisko bywa.
Upomniałam go, kiedy brał ręcznik. Wywrócił w odpowiedzi swoimi czekoladowymi oczami.
- Dobrze, mamo…
Zaczął udawać słodki głosik.
- Chyba, że chcesz mi jednak towarzyszyć…?
Sugestywnym tonem zapytał Pitts, stojąc już przy drzwiach łazienki.
- Nie przeginaj. Może i mamy oboje powody, ale wolałabym jeszcze poczekać.
Jake patrzył na mnie jakbym była z innej planety. No tak, on tu umierał, kiedy gdzie indziej się działo.
- Długa historia. Pogadamy na dole.
Rzuciłam spokojnie i wyszłam z jego pokoju. Wróciłam do siebie. Zapieczętowanego Jack’a schowałam pod łóżko, w razie sytuacji awaryjnej. A nuż jakiś dobry whiskacz się przyda na zapicie… Mniejsza. Otworzyłam przyniesione wino. Hmmm…. Seven Eleven. Mocne, ale idealnie wyważone w smaku. Zrobiłam jeszcze kilka łyków i stwierdziłam, że to chyba nie najlepszy pomysł, żeby rano chodzić na procentach. Wróciłam do kuchni. Zastałam jedynie zajadającego się płatkami z mlekiem i siedzącego na blacie CC’ego.
- Co tam, śliczna?
Zapytał, przeżuwając płatki, perkusista.
- Krótko mówiąc chujna…
Odburknęłam, przysiadając się obok kumpla.
- Wnioskując po pewnych wydarzeniach trochę siedzimy w tym samym co, mała…?
Zapytał retorycznie CC, szturchając mnie pociesznie w bok.
- Daj spokój… Nawet nie chcę o tym gadać. Ja już wiem, że przeleciał przynajmniej jedną z tej ‘złotej czwóreczki’. Jakbym go nie znała…
Rzuciłam, ironicznie kończąc wypowiedź. CC uśmiechnął się lekko i zarzucił mi rękę na ramiona.
- Hej. Po burzy zawsze wychodzi słońce, pamiętaj.
Posłałam mu pytające spojrzenie.
- A Lauren…? Czy ty nie powinieneś być ostro wkurwiony, albo chociaż przybity, zamiast sypać mi złotymi sentencjami?
Zapytałam zdziwiona. Christian zaczął bawić się płatkami w miseczce.
- Byłem wczoraj kompletnie rozdarty, wiesz? Z jednej strony, jak mówisz, wkurwienie, zawód i te inne negatywne emocje… Ale z drugiej jakby coś mi mówiło, że nic się nie stało. Byłem na siebie za to poniekąd cholernie wściekły, bo jedyne o czym myślałem, to nie fakt, że Lauren mnie zdradziła. Myślałem o tym, co wyprawiał Ashley. Czułem, że cię to boli…
Nie, proszę CC, nie rób mi tego… Wszystko znów ma stać się takie trudne? Ash mnie zdradził i ja od razu mam wpaść w ramiona jego najlepszego kumpla, notabene też pokrzywdzonego przez związek?
- Christian, proszę cię… Nie rób tego. Jeszcze nie…
Wydukałam patrząc na dłonie chłopaka, bawiące się miską z płatkami. Byłam wdzięczna losowi, że Jake właśnie teraz zdecydował się zczołgać na dół.
- Nie przeszkadzam?
Upewnił się, kiedy spojrzał na naszą dwójkę, na co zaraz pokręciliśmy przecząco głowami. Ruszyłam się z miejsca, żeby przygotować gitarzyście śniadanie.
- Na co masz ochotę?
Zapytałam, uśmiechając się do chorego przyjaciela.
- Zjem wszystko co mi podasz. Jestem cholernie głodny.
Odpowiedział Jake, wyciągając z lodówki butelkę wody.
- Kac…
Wymsknęło mi się pod przykrywką udawanego kaszlu, kiedy chłopak mnie mijał. Dostałam za to ambitną karę w postaci wpychania palców pod żebra. Cóż za dojrzałość!
- Ał!
Pisnęłam w końcu.
- Ale bez takich…
Zalamentował Jake, łapiąc się za głowę. Ach te skutki uboczne kaca mordercy…
- Pomóc ci?
Zaoferował się CC, który właśnie zmywał naczynia po sobie.
- W sumie jak chcesz, to możesz mi pomóc. Zrób sok do tostów!
Powiedziałam podsuwając perkusiście pod nos sokowirówkę. Kilka chwil później przed Jake’m stał talerz z tostami francuskimi z jajkiem i bekonem oraz świeży sok owocowy.
- Wow! Jesteście wielcy!
Skomentował gitarzysta patrząc na stół.
- A to zaraz po śniadaniu!
Powiedziałam głosem tej okropnej matki, kładąc mu przed nosem tabletki na zbicie gorączki.
- A coś na głowę, mamo…?
Zapytał robiąc słodkie oczka.
- Na to, to już za późno…
Wymamrotał pod nosem CC, co spotkało się z moim chichotem.
- Kara za chlanie wygląda tak, że nie mam zamiaru pomagać ci z tym kacem!
Dodałam już poważniejszym tonem, na co Jake z obrażoną minką zabrał się za śniadanie. Przyglądałam się temu z promiennym uśmiechem.
- A ja się na coś załapię?
Usłyszałam za plecami głos mojego ‘kochanego’ basisty…
niedziela, 11 sierpnia 2013
56. 'Wiecie może gdzie jest Purdy?'
- Co do…
Wyrwało się chicho zmieszanemu chłopakowi, na co chichocząca para zwróciła się w jego stronę. Mina blondynki momentalnie wyrażała strach.
- To… To nie tak…
Chciała coś sklecić Lauren, ale ja już wiedziałam, że Christian nie chce tego słuchać. W jego oczach malowały się ból, zawód i złość.
- Idź już.
Powiedział dobitnie, hardo patrząc dziewczynie w oczy.
- Proszę cię… Ja…
Mówiła blondynka, wyrywając się z uścisku Bena.
- Po prostu idź.
Powtórzył stanowczo CC.
- Słyszysz mała, chodź do mnie…
Dało się słyszeć komentarz uśmiechniętego muzyka AA. Perkusista nie wytrzymał, podszedł do chłopaka i uniósł go za ubranie w górę.
- Prosiłem kurwa o wyjście. Więc radzę wam szybko stąd spieprzać. Obojgu.
Wycedził wolno, prosto w twarz przestraszonego muzyka. Chwilę później po Luren i Benie na piętrze, nie było już śladu. CC stał dalej w miejscu jakby przetwarzał to co właśnie się stało. Ja cały czas obserwowałam wszystko, z progu mojego pokoju. Spokojnie podeszłam do Christiana i położyłam mu dłoń na ramieniu.
- Przepraszam…
Wydukałam cicho. On zwrócił się do mnie. Kolejny już dziś, który miał zaszklone oczy.
- Przecież to nie twoja wina.
Powiedział beznamiętnie, po czym odwrócił się i zbiegł po schodach w dół. Widziałam, że wszystko w nim buzowało. Przecież nie mogę go teraz tak zostawić… Pędem ruszyłam za nim.
Na dole cała impreza dobiegała końca. Wszędzie walały się puszki i butelki, oraz śpiący przypadkowi ludzie na podłodze, kanapach czy stołach. Kiedy już miałam wybiegać na dwór za CC’m, ktoś złapał mnie mocno w pasie.
- Andy się nim zajmie. Ty powinnaś odpocząć.
W moim uchu rozległ się głos Jinxx’a.
- Nie mogę go teraz zostawić…
Usilnie powtórzyłam na głos swoje myśli. Byłam już okropnie wykończona tym dniem. Był tak cholernie długi, a ja tak bardzo zmęczona. Nie miałam siły wyrywać się z uścisku gitarzysty. Czułam tylko łzy bezsilności płynące po moich policzkach.
- Spokojnie, Star… Spokojnie…
Cicho mówił do mnie Jinxx. Bez słowa wtuliłam się w niego najmocniej jak mogłam. Byłam wykończona. Za dużo emocji, uczuć… Za dużo łez. Chłopak westchnął, wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju. Tam położył mnie delikatnie na łóżku i przykrył kołdrą.
- Odpocznij, mała. Spróbuj zasnąć.
Szepnął i wstał. Próbowałam jeszcze kilka razy zadzwonić do CC’ego, ale ten nie odbierał połączeń. Załamałam się już kompletnie. Jeremy odgarnął mi włosy za ucho i zaczął zbierać się do wyjścia.
- Jinxx… Proszę… Nie zostawiaj mnie teraz… Nie samą…
Wychlipałam, unosząc się lekko na poduszkach. Gitarzysta usiadł obok mnie, a ja ułożyłam głowę na jego kolanach, dalej nie mogąc się uspokoić.
- Cicho… Jestem tutaj… Będzie dobrze, zobaczysz.
Powtarzał aż do znudzenia, cierpliwie Jeremy. Koniec końców wtulona w przyjaciela usnęłam.
-------------------------------------------------------------------------------
Przeciągnęłam się lekko i poczułam, ż czyjeś ręce mocniej ściskają moje biodra. Uśmiechnęłam się lekko i subtelnie pocałowałam policzek, który znajdował się tuż przy moim. Chwila… Przecież ja się wczoraj pokłóciłam z Ash’em. To co do…
- Bardzo miła pobudka, nie powiem.
Uśmiechał się do mnie Jinxx. No przecież! Wszystko powoli zaczęło mi się rozjaśniać. Po mimo, że nie piłam wczoraj zbyt wiele, nawał emocji sprawił, że kiedy zasnęłam odcięłam się od wszystkiego.
- Emm… Wybacz. Zapomniałam się trochę.
Spłonęłam rumieńcem i wplątałam się z objęć chłopaka. Dalej zastanawia mnie jak to się stało, że w końcu zasnęłam mu z głową na ramieniu, a obudziłam się między jego nogami, objęta wpół i z jego głową opartą na moim ramieniu. Nieważne… Trzeba się ogarnąć i zacząć trzeźwo myśleć. Kiedy dotarło już do mnie wszystko co wczoraj zaszło, złapałam się za głowę i przeczesałam kilka razy włosy palcami.
- Jak się czujesz, Star?
Zapytał, przeciągając się, Jinxx.
- Jak myślę o wczoraj, to tylko gorzej…
Wymamrotałam. Chłopak tylko patrzył na mnie wyczekująco.
- Dobra. Ja muszę się doprowadzić do stanu używalności.
Stwierdziłam i wyszłam do swojego pokoju, gdzie złapałam ręcznik i zamknęłam się w łazience. Wzięłam prysznic, którego bardzo potrzebowałam. No tak… Ale o wzięciu czystych ubrań to nie pomyślałam… Owinęłam się ręcznikiem i ukradkiem czmychnęłam do swojej szafy. Narzuciłam na siebie shirt’a z Batmanem i założyłam jakieś powycierane, czarne szorty. Przeczesałam szczotką mokre włosy i zeszłam na dół. Andy i CC właśnie wspólnie kończyli ogarniać salon. Skoro tylko zobaczyłam Christiana podbiegłam do niego i najpierw mocno walnęłam go w ten kudłaty łeb, żeby zaraz nie wypuszczać go z objęć.
- To było dziwne, mała.
Powiedział perkusista zbity z tropu i zastanawiający się, czy ma mnie przytulić, czy oddać mi za pierwsze.
- Jeszcze raz odwalisz mi taką akcję, to cię zabiję! Nie wiedziałam co się dzieje, gdzie byłeś i…
CC zatkał mi usta dłonią.
- Nie mówmy o wczoraj, co? Jestem i żyję, wystarczy.
Powiedział z dość wymuszonym uśmiechem. Wywróciłam oczami, ale w końcu on wrócił do sprzątania, a ja poszłam do kuchni. Tam na blacie wciąż znajdowało się pełno rozmaitych trunków. Shot z rana… Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Nalałam sobie do szklanki nieco Daniels’a i łyknęłam odrobinę.
- Nie za wcześnie, młoda?
Rzucił wchodzący do pomieszczenia Andy, który po drodze zabrał mi z dłoni szklankę. Posłałam mu ‘zabójcze’ spojrzenie, na co on już zdążył się zachwycać moją koszulką z Batmanem.
- Nie licz, że ci ją oddam. Za nic!
Rzuciłam, kiedy już oceniał jakość materiału mojego odzienia. Biersack udał tylko zafochaną minę i usiadł na blacie, z butelką wody w ręce. Rozmawiałam z nim chwilę na temat jego akcji odzyskiwania Christiana, kiedy planował pójść 'chuj wie gdzie' - jak to sam ujął. Nie trwało to długo bo potem chwilę później w kuchni pojawili się też Jinxx i sam CC.
- Wie ktoś jak z Jake’iem?
Zapytałam zebrany ogół.
- Nieźle się wczoraj załatwił. Byłem dopiero u niego, jeszcze śpi.
Odpowiedział mi Jinxx, stojący przy ekspresie do kawy. Pokiwałam potakująco głową.
- Dzięki, że się nim wczoraj zajęłaś. Jeszcze zrobiłby coś głupiego.
Dodał Jeremy, podając mi kubek z gorącą espresso.
- Nie ma sprawy. Nie zostawia się ludzi, których się kocha.
Powiedziałam luźno, biorąc łyka gorącego płynu. Momentalnie wszystkie oczy zwróciły się na mnie z dziwnym wzrokiem. Teraz dopiero uświadomiłam sobie pewną dwuznaczność tych słów.
- No co? Każdego z was kocham i nie darowałabym sobie, gdyby któremuś z was idioci coś się stało.
Wyjaśniłam spoglądając kolejno na każdego z Brides’ów.
- A właśnie, nie wiecie może gdzie jest Purdy?
Zapytałam, kiedy zobaczyłam, że na moim telefonie brak choćby jednego połączenia od niego, czy SMS-a. Dalej byłam na niego cholernie wściekła, ale martwiłam się o niego. Wybył z domu i jeszcze nie wrócił.
Andy i Jinxx wymienili niepokojące spojrzenia, których liczyli, że chyba nie dostrzegę.
-------------PERSPEKTYWA ASHLEY'A---------------------------------------------------------
Cholera, ale napierdala mnie łeb! Nie przypominam sobie, żebym się wczoraj szczególnie zalał, a głowa boli mnie jakbym był na melanżu życia. W końcu postanowiłem uchylić lekko powieki i… O kurwa. Gdzie ja, do chuja pana, jestem?! Chcąc się podnieść natrafiłem na ciało… i to nie mojej dziewczyny.
- Co do kurwy…
Wymamrotałem, na widok po swoich obu stronach jakiś dwóch (nie powiem, bo nieźle wyposażonych) blondynek. Co więcej, niżej, z głową opartą na moim boku spała jakaś niewiadomego mi pochodzenia szatynka, a na niej leżała kolejna – ruda. Może by mnie to szczególnie nie zmartwiło, w normalnych okolicznościach, ale nie teraz… Po uno – nic nie pamiętam, po dos – jestem całkiem goły, po tre – zaczynałem wczoraj imprezę z moją dziewczyną. Taa… W tym wypadku, to ostatnie jest cholernie martwiące, bo jakby nie patrzeć, to ja chyba z tymi panienkami tego… Kurwa! Ja zdradziłem Natalie! Osz ja pierdole! Nie dość, że już musiała wybrać między mną, a moim najlepszym kumplem, to kiedy już dostałem swoją szansę, to tak to spierdalam… Wstałem i ruszyłem na poszukiwanie moich ubrań.
- Zostań z nami jeszcze słodki miśku…
Usłyszałem zaspany głos jednej z dziewcząt. Szatynka, która spała oparta o mnie obudziła się, kiedy wstawałem.
- Nie licz na to. A dowiem się chociaż jak się tu znalazłem…?
Zapytałem wkurzony, patrząc na przeciągającą się nagą mulatkę.
- Ciekawie. Normalnie padłoby pytanie, czy uprawialiśmy seks.
Cwaniacko odpowiedziała dziewczyna.
- Akurat umiem ocenić stan mojego sprzętu, nie potrzebuję potwierdzenia.
Odgryzłem się, zapinając pasek od spodni.
- Leslie mówiła, że tym razem miała mocny stuff… Możliwe, że nie pamięta…
Wymamrotała zaspana ruda, unosząc się lekko na rękach. Sekundka… Czy ja usłyszałem ‘mocny stuff’….? Nie wierzę. Przecież ja nie biorę dragów! Jakim kurwa cudem one mnie… Drinki. Dałem się wyciągnąć na te zajebiście fioletowe drinki. Ale za mnie debil! Jak ja to teraz wszystko mojej Star wyjaśnię?! Myśl Purdy, myśl!
- Oj wyluzujcie… To co, jeszcze jeden numerek przed wyjściem…?
Powiedziała ruda z błyskiem w oku, na co ja posłałem jej wymowne spojrzenie i chwilę później już opuszczałem hotel. W jakiej ja w ogóle dzielnicy jestem?! Nie no, niby dalej Hollywood, ale jakieś wybitne obrzeża. Dobra to teraz… No świetnie! Samochodu rzecz jasna też nie mam… Podsumowując jestem cholernym dupkiem, który zdradził swoją dziewczynę będąc na dragach, nic nie pamiętam, mam kurewski ból głowy i brak jakiegokolwiek transportu. Brawo, Purdy!
- Może któryś się zlituje…
Wymamrotałem do siebie wybierając numer do Jake’a. Nie odbiera – świetnie. Może młody okaże mi dobre serduszko? Andy, błagam, odbierz ten pieprzony telefon.
- Lepiej zacznij się tłumaczyć.
Oh, cóż za miłe powitanie ze strony naszego wokalisty.
- Tobie? Chyba kpisz… Poza tym jakbym coś pamiętał, to może bym miał z czego się chociaż tłumaczyć.
Odburknąłem mu do słuchawki.
- Zakładam, że brak fury, co?
Zapytał młody ironicznie. Och, mój anioł, jak wiedział o co zapytać!
- Także zamawiam taxi na wypizdów, przy głównym wyjeździe z Hollywood na południowe L.A.
Powiedziałem szczerząc się do słuchawki.
- Nie ciesz się tak, bo zapierdolę cię tam na miejscu. I lepiej, żebyś miał dobrą gadkę do sprzedania Star…
Powiedział śmiertelnie poważnie Andy i rozłączył się. Coś mi mówi, że jestem w ciemnej dupie…
piątek, 9 sierpnia 2013
55. 'Brawo, ćpunie!'
Z wielkimi podziękowaniami dla was, bo właśnie dziś ten blog 'zaliczył' (devianty wszędzie ^^) ponad 11 000 wejść! A to wszystko dzięki wam! Jesteście wielcy, bardzo wam dziękuję za wszystko ♥
Bez was to by nie istniało, kocham was! :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Nosz kurwa nie wierzę…
Wyrwało mi się cicho, kiedy zobaczyłam kim był owy „chłopaczek”. Był to Ben Bruce z Asking Alexandia! Po pierwsze, to co oni do cholery robią w Californii?! A po drugie, co robią akurat na imprezie u Brides’ów?! I po trzecie, czemu gitarzysta AA pieprzy się właśnie z dziewczyną Comy?! Zaraz mnie tu rozniesie ze złości. Oparłam się o ścianę tuż obok drzwi. I co ja mam teraz zrobić? CC jest gdzieś tam na dole, Ash też baluje gdzieś zapewne nad basenem, Jake umiera mi w pokoju obok, a Andy i Jinxx przepadli Bóg wie gdzie. Pięknie… Dobra, głęboki wdech i wydech. Myśl. Jak bardzo ja jestem sobie wdzięczna, że nie zdążyłam jeszcze się zalać! Najpierw Jake. Zeszłam szybko na dół do kuchni, poszukać jakiś leków dla Pitts’a. Kiedy już przedostałam się przez morze ludzi pod schodami, w końcu dotarłam do blatu kuchennego. Wyjęłam aspirynę i paracetamol, a z lodówki zgarnęłam butelkę zimnej wody. Już miałam wracać kiedy usłyszałam coś bardzo ciekawego…
- … no jasne, że bolało. Ale wiecie, dziewczyny, nie tak łatwo mnie złamać.
Za dobrze znałam ten cwaniacki ton. Odwróciłam się, a przy wyjściu na taras mój chłopak, który (o dziwo) nie był jeszcze pijany, zajmował się zabawianiem dwóch wstawionych blondyneczek z pięknymi, sylikonowymi zderzakami. Dwie dziw… tego… dziewczyny, podziwiały właśnie tatuaż OUTLAW na brzuchu Ashley’a, któremu jak widać nie przeszkadzały wytipsowane dłonie dziewczyn, błądzące w okolicach jego pasa. W tym momencie miałam ochotę mu porządnie przypierdolić. Szczególnie za fakt, że nie był pijany, a jedynie lekko wstawiony. Gdyby nie fakt cierpiącego na piętrze Jake’a, już mógłby żegnać się z życiem. Posłałam w kierunku trójki ostatnie zabójcze spojrzenie, ale ruszyłam się i wróciłam do pokoju gitarzysty. Usiadłam na skraju jego łóżka i delikatnie odgarnęłam włosy z twarzy. Był niemiłosiernie rozpalony i blady.
- Coś ty z sobą zrobił idioto…
Westchnęłam ciężko, nawet nie zdenerwowanym tonem. Było mi go szkoda. Musiał bardzo cierpieć, skoro aż tak dał sobie popalić.
- Jake…
Szepnęłam, gładząc go po głowie, próbując go jakoś rozbudzić. Chłopak drgnął, ale otworzył powoli oczy. Miał porządne dreszcze i generalnie nie było z nim zbyt dobrze.
- Jake… Wstań na chwilę… Weźmiesz leki i zaraz wrócisz do spania, dobrze…?
Mówiłam do niego spokojnie i powoli. Wyglądał okropnie, a ja tak cholernie zaczynałam się o niego martwić.
- Jake, kochanie… Bardzo cię proszę…
Powtarzałam spokojnie jego imię, powoli doprowadzając go do stanu kontaktowania. Podałam mu leki i wodę. Kiedy już wypił całą butelkę wody, którą w niego wmusiłam, ułożył się z powrotem na poduszkach.
- Obiecaj mi, że więcej tego nie zrobisz.
Powiedziałam stanowczo, patrząc na jego zaszklone od gorączki oczy. On jednak spuścił wzrok.
- Jestem beznadziejny…
Wydukał cicho. Westchnęłam i przyłożyłam dłoń do jego rozgrzanego policzka.
- Nie mów tak, słyszysz? Jesteś wspaniałym człowiekiem. Ona na pewno nie przemyślała tego co powiedziała, wyjaśnicie to sobie. Tylko nie rozwiązuj tego tak, nigdy więcej.
Próbowałam jakoś przemówić gitarzyście do rozsądku, co było w obecnym stanie nie lada wyzwaniem. Zobaczyłam, że w oczach Jake’a znów zbierają się łzy.
- Jesteś silny, Jake. Poradzisz sobie z tym i ze wszystkim innym. Masz chłopaków, mnie… Wszystko będzie dobrze.
Spokojnie mówiłam, po czym zostawiłam na włosach chłopaka subtelny pocałunek. Ten bardzo opiekuńczy i przynoszący ulgę.
- Natalie… Bardzo ci dziękuję.
Wycharczał Jake, łapiąc moją dłoń. Posłałam mu delikatny uśmiech.
- Śpij, mistrzu gitary. Musisz odpocząć.
Dodałam z uśmiechem na ustach, pocałowałam go w czoło i na paluszkach wymknęłam się z pokoju, zamykając drzwi.
Kiedy już byłam na korytarzu, odetchnęłam głęboko. Teraz trzeba się zając resztą. Bezpardonowo wparowałam do pokoju Christiana, gdzie pijana Lauren i, nie będący jej dłużny w tym zakresie, Ben nie marnowali czasu i nie mogli się od siebie odkleić. Kiedy zobaczyli mnie stojącą w progu, Lauren zaśmiała się nerwowo i popatrzyła na mnie niemrawo.
- Hej, chcesz się przyłączyć, śliczna?
Wydukał pytanie Ben, wciąż obejmując w pasie blondynkę. Oboje leżeli, na lekko już zmasakrowanym łóżku CC’ego.
- Radzę wam się ogarnąć, bo nie ręczę za siebie.
Wycedziłam, zaciskając pięści.
- Wyluzuj, młoda…
Zachichotała wstawiona Lauren.
- Nie chciałabym być w waszej skórze, kiedy Christian tu wejdzie.
Warknęłam, nie spuszczając z nich wzroku. Obojgu nieco zrzedły miny. Wyglądało na to, że dopiero teraz uświadomili sobie sam fakt ZDRADY. No shit, Scherlock!
- Daję wam chwilę i lepiej, żebyście stąd spierdalali.
Wycedziłam przez zaciśnięte zęby i wyszłam trzaskając drzwiami sypialni bębniarza. Porządnie zdenerwowana zbiegłam na dół, gdzie zastałam kolejny piękny widok. Jedna z plastikowych koleżanek błądziła w okolicach klamry od paska mojego chłopaka, podczas gdy druga zabawiała się kosmykami jego włosów, niebezpiecznie zbliżając się do jego ust.
„ZA-PIER-DO-LĘ.”
To było jedyne co przeszło mi przez myśl. Próbując się opanować stanęłam tuż za moim mężczyzną i delikatnie przyłożyłam dłoń do jego karku, i paznokciami zjeżdżałam w dół jego pleców. Byłoby to zapewne bardzo przyjemne, gdybym z każdą chwilą nie wbijała mocniej paznokci w jego umięśnione plecy. Kiedy moja dłoń była między jego łopatkami, moje pazurki zaczęły zostawiać już piękne czerwone szramy.
- Ał! Co to za ostra kocica?
Zapytał z uśmiechem (nie wiem skąd), zaskoczony Ash. Kiedy odwrócił się i stanął ze mną twarzą w twarz, jego mina nieco zrzedła.
- Może przedstawisz mi koleżanki?
Zapytałam głosem, którego jeszcze sama nie miałam okazji poznać. Już dawno nie było w nim tyle jadu. Wszystkiemu towarzyszył mój sztuczny uśmieszek.
- To jest Kyla i... Eee… Pozwolisz, złotko…
Pięknie. Nawet nie zna imienia jednej z nich.
- Leslie.
Powiedziała przesłodzonym głosikiem dziewczyna, mierząc mnie wzrokiem z góry na dół.
- Świetnie. Mógłbyś chociaż znać imiona twoich obiektów do pieprzenia.
Warknęłam, wrogo patrząc się na Ashley’a, z rękami założonymi na piersi.
- Mała, to nie tak…
Chciał się tłumaczyć, ale jego nieschodzący z twarzy uśmieszek pogarszał całą sprawę. Wieczny pozer. Sekundka!
- Spójrz na mnie, palancie.
Wycedziłam, biorąc go pod brodę i zwracając jego twarz do siebie. Od razu napotkałam jego oczy, a dokładniej wielkie czarne źrenice. Ledwo widać jego brązowe tęczówki.
- Brawo, ćpunie.
Warknęłam ponownie, po czym wymierzyłam mu siarczysty policzek.
- Proszę, idź się bawić dalej. Fajna faza, co? Wróć jak dojdziesz do siebie! Nie chcę cię teraz widzieć!
Krzyknęłam na odchodne i bezpardonowo odmaszerowałam w swoją stronę. Mój zajebiście inteligentny facet, nawet jak nie chleje to nie może być dobrze. Musiał znaleźć chwilę na dragi. Dwie blond lalunie na powrót do niego przylgnęły, co najwidoczniej mu odpowiadało. Kiedy odwróciłam ostatni raz głowę zobaczyłam jedynie jeszcze jedną rudą i szatynkę, które zamykały wianuszek wokoło basisty. Oby się świetnie bawił. Poczułam jak do moich oczu napływają łzy złości. Palant. Totalny skurwiel.
Usiadłam w połowie schodów i schowałam głowę między kolanami. Idiota. Czemu faceci są tacy beznadziejni? Tak bardzo chciałabym, żeby te łzy już przestały lecieć, ale nie potrafię…
- Hej, co jest, Star?
Usłyszałam nad uchem znajomy głos.
- CC?
Zapytałam w ramach formalności, kiedy podnosiłam głowę. Kiedy jego brązowe oczy napotkały moje, bez słowa usiadł na schodku za mną tak, że siedziałam między jego chudymi nogami, a on obejmował mnie mocno od tyłu.
- No mów mi co się dzieje…
Powiedział spokojnie, opierając swój policzek na czubku mojej głowy.
- Nic, nic… Po prostu jestem zmęczona…
Wydukałam, szybko ścierając łzy.
- Taaa… Jaaaasne… A w salonie mamy jednorożce.
Zachichotał sarkastycznie perkusista.
- No jakbyś się uparł, to mamy tam jakieś kilka maszkar z tapetą na ryju, ale do jednorożców to im daleko…
Wymamrotałam ironicznie, zaciskając przy tym dłonie w pięści.
- Rozumiem. Widziałem tego debila, ale chyba póki co nie wiele do niego trafia.
Mruknął pod nosem CC, a ja tylko znów schowałam głowę w dłoniach.
- Nie płacz. On jest wstawiony, jutro będzie tego żałował.
Szepnął mi do ucha bębniarz, opierając głowę na moim ramieniu.
- Taaa… Ale skąd mam wiedzieć, że on się zmieni?
Powiedziałam półgłosem bardziej do siebie niż do chłopaka. CC westchnął i postawił mi coś obok nogi.
- Planujesz mnie rozpić? Nieźle chcesz mnie pocieszać…
Skomentowałam, lekko się uśmiechając, kiedy dostrzegłam obok pełną butelkę Jack’a Daniels’a.
- Chodź, zapijemy tego smuta, mała.
Puścił mi oczko i pociągnął za rękę na piętro.
- Mój pokój, czy twój? Ej, a tak przy okazji to nie widziałaś Lauren…?
FUCK! Przypomniałam sobie momentalnie o Lauren i Benie w sypialni Christiana. Nie wiele myśląc, kiedy już staliśmy w korytarzu, przed rzędem pokoi, przylgnęłam do Comy, wpijając się w jego usta. O dziwo, chłopak od razu odwzajemnił to. Chcąc zająć go (choć, może jednak to było podświadome), pogłębiłam pocałunek, a w odpowiedzi poczułam tylko delikatny uśmiech i jego ręce oplatające mnie w talii i unoszące do góry. Christian chciał kierować się w stronę swojej sypialni, ale ja mocno pociągnęłam go do swojego pokoju. Tam chłopak pchnął nas na łóżko, nie przerywając pocałunku. Co ja wyprawiam?! Ashley mnie zranił, ale przecież to nie znaczy, że mam go zdradzać! Oderwałam się od perkusisty, którego dłoń zdążyła już powędrować pod moją bluzkę. Nasze oczy spotkały się. CC wyczytał z nich wszystko i momentalnie zszedł ze mnie i usiadł obok.
- Przepraszam, ja… Ja straciłem nad sobą panowanie.
Usiadłam obok niego, poprawiając bluzkę.
- Nie, to ja przepraszam. Nie powinnam była i…
Chłopak przyłożył mi palec do ust.
- Wiesz, że cię kocham. Zawsze i zawsze będę. Ale już o tym mówiliśmy. Nie powinienem psuć waszego związku.
On był taki odpowiedzialny i inteligentny i… Czuję się z tym wszystkim coraz gorzej. Za dużo tego…
- Ja już pójdę, mała. Wybacz.
Christian postawił obok mnie butelkę z whiskey i ruszył w stronę drzwi. Po chwili otrząsnęłam się i chciałam z nim porozmawiać. Stanęłam w drzwiach jednak jak wryta. Przede mną, tyłem do mnie stał CC, który stał jak wmurowany przed chichoczącymi Lauren i Benem wydającymi z jego sypialni, którzy poprawiali ubrania…
czwartek, 8 sierpnia 2013
54. 'Ona mnie zostawiła.'
Przepraszam was Devianty, ale byłam na dwutygodniowym obozie muzycznym i niestety nie miałam dostępu do wifi :<
Ale już jestem i obiecuję szybko się wziąć do roboty! ^^
Ten rozdział to takie małe preludium do sporych kłopotów... Mam nadzieję, że się spodoba ;>
Kocham was mocno i dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze i pozdrawiam nowe czytelniczki ♥
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ashley otworzył przede mną mahoniowe drzwi, a ja wolno weszłam do pomieszczenia rozglądając się wszędzie. Na ścianach winylowe płyty, złote, srebrne i platyny, naprzemiennie z gitarami, skrzypcami i innymi instrumentami. Cudo.
- Wow…
Wydusiłam z siebie. Podeszłam do szeregu konsol, za którymi znajdowała się przeźroczysta plandeka, oddzielająca sprzętowców od dźwiękoszczelnej sali nagraniowej. Za szybą dojrzałam rozstawioną pełną perkusję CC’ego (która sama w sobie robiła niesamowite wrażenie), a pod ścianą oparte były dwa basy. Najbliżej szyby znajdował się statyw z mikrofonem i przewieszone przez niego słuchawki.
- A sprzęt Jake’a i Jinxx’a?
Zapytałam zaciekawiona dalej przyglądając się instrumentom.
- Oni wolą nagrywać u siebie w domach. Wiesz, sam na sam z instrumentem i takie tam…
Rzucił w odpowiedzi Ashley siedzący na kanapie i przyglądający mi się.
- Jak w domach?
Zapytałam ponownie, wyłapując wszystkie słowa.
- No chyba nie myślałaś, że my tak cały czas mieszkamy razem…?
Odpowiedział pytaniem na pytanie lekko rozbawiony Ash. Ja w odpowiedzi spuściłam wzrok z głupią miną.
- Coś ty! Pozabijalibyśmy się chyba 24/7 ze sobą!
Zachichotał Ashley.
- Każdy z nas ma jeszcze swój własny dom. Wiesz, takie swoje miejsce do którego zawsze może wrócić i jest w końcu tylko twoje.
Dodał z uśmiechem basista, dalej wlepiając we mnie swoje czarne ślepia. Przytaknęłam tylko w geście zrozumienia.
- To co piękna, pokażesz mi swoje świetne demówki?
Zamruczał mi do ucha chłopak, który momentalnie znalazł się obok i oplatał dłonie wokół mojej talii.
- Wcale nie są świetne…
Wymamrotałam cicho pod nosem.
- A może pozwolisz mi to ocenić?
Ashley spojrzał na mnie tymi maślanymi oczkami, w których jednak dostrzegłam zadziorny błysk.
- Ugh… Jak nalegasz…
Wystękałam i ruszyłam stronę dźwiękoszczelnego pokoju. Kiedy już znalazłam się za szybą, założyłam słuchawki na głowę i wzięłam do rąk jednego z akustyków. Ashley patrzył na mnie wyczekująco ustawiając głośność i włączając wszystkie przetworniki. Wzięłam ostatni głęboki oddech…
Ale już jestem i obiecuję szybko się wziąć do roboty! ^^
Ten rozdział to takie małe preludium do sporych kłopotów... Mam nadzieję, że się spodoba ;>
Kocham was mocno i dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze i pozdrawiam nowe czytelniczki ♥
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ashley otworzył przede mną mahoniowe drzwi, a ja wolno weszłam do pomieszczenia rozglądając się wszędzie. Na ścianach winylowe płyty, złote, srebrne i platyny, naprzemiennie z gitarami, skrzypcami i innymi instrumentami. Cudo.
- Wow…
Wydusiłam z siebie. Podeszłam do szeregu konsol, za którymi znajdowała się przeźroczysta plandeka, oddzielająca sprzętowców od dźwiękoszczelnej sali nagraniowej. Za szybą dojrzałam rozstawioną pełną perkusję CC’ego (która sama w sobie robiła niesamowite wrażenie), a pod ścianą oparte były dwa basy. Najbliżej szyby znajdował się statyw z mikrofonem i przewieszone przez niego słuchawki.
- A sprzęt Jake’a i Jinxx’a?
Zapytałam zaciekawiona dalej przyglądając się instrumentom.
- Oni wolą nagrywać u siebie w domach. Wiesz, sam na sam z instrumentem i takie tam…
Rzucił w odpowiedzi Ashley siedzący na kanapie i przyglądający mi się.
- Jak w domach?
Zapytałam ponownie, wyłapując wszystkie słowa.
- No chyba nie myślałaś, że my tak cały czas mieszkamy razem…?
Odpowiedział pytaniem na pytanie lekko rozbawiony Ash. Ja w odpowiedzi spuściłam wzrok z głupią miną.
- Coś ty! Pozabijalibyśmy się chyba 24/7 ze sobą!
Zachichotał Ashley.
- Każdy z nas ma jeszcze swój własny dom. Wiesz, takie swoje miejsce do którego zawsze może wrócić i jest w końcu tylko twoje.
Dodał z uśmiechem basista, dalej wlepiając we mnie swoje czarne ślepia. Przytaknęłam tylko w geście zrozumienia.
- To co piękna, pokażesz mi swoje świetne demówki?
Zamruczał mi do ucha chłopak, który momentalnie znalazł się obok i oplatał dłonie wokół mojej talii.
- Wcale nie są świetne…
Wymamrotałam cicho pod nosem.
- A może pozwolisz mi to ocenić?
Ashley spojrzał na mnie tymi maślanymi oczkami, w których jednak dostrzegłam zadziorny błysk.
- Ugh… Jak nalegasz…
Wystękałam i ruszyłam stronę dźwiękoszczelnego pokoju. Kiedy już znalazłam się za szybą, założyłam słuchawki na głowę i wzięłam do rąk jednego z akustyków. Ashley patrzył na mnie wyczekująco ustawiając głośność i włączając wszystkie przetworniki. Wzięłam ostatni głęboki oddech…
- Cudnie, mała.
Po chwili usłyszałam głos Ash’a, który z tego co słyszałam był zachwycony.
- Ale znów smutna…
Dodał chłopak już nieco ciszej. Tak myślałam, że to powie. Cóż, tak ułożyło mi się życie, że tak naprawdę miesiąc wcześniej nawet nie przeszło mi przez myśl pisanie czegoś weselszego. Ale teraz nieco się zmieniło…
- Kolejną napisałam niedawno. Z dedykacją dla głównych imprezowiczów, których poznałam niedawno.
Powiedziałam i puściłam chłopakowi perskie oko, na co on wyszczerzył się zaskoczony.
Tak, tą piosenkę pisałam właśnie wczoraj, w dzień poznania Elli. Lubiłam ją, była wesoła i żywa, w przeciwieństwie do większości moich utworów.
- I jak?
Zapytałam kiedy już skończyłam.
- To pokazać panience drogę na dobry melanż…?
Zapytał zawadiacko Ashley, stojąc za szybą. Popatrzyłam na niego uśmiechnięta i cała w skowronkach. Od kiedy poznałam chłopaków, nagle moje życie stało się piękne i w końcu chciałam z niego korzystać, chciałam czerpać jak najwięcej.
- A jakaś opinia o samych utworach?
Zapytałam sekundę później bardzo rzeczowym tonem. Ashley się lekko zamyślił.
- Chodź do mnie to pogadamy.
Wyszłam z pokoju i stanęłam obok chłopaka, majstrującego coś przy heblach na konsoletach. Przesłuchaliśmy te dwa utwory jeszcze kilka razy. Wspólnie ustaliliśmy parę fajnych pomysłów na ich sensowną aranżację na zespół.
- W sumie, to jeśli reszta zgodziła by się pomóc, to moglibyśmy nieco rozkręcić te twoje numery. Myślę, że wyszło by nam niezłe demo.
Powiedział czarnowłosy, ściszając głośniki.
- Żartujesz? To byłoby świetne, ale przecież sami pracujecie nad albumem, a ja nie mam zamiaru wam jeszcze dokładać roboty.
Powiedziałam odwracając się na pięcie i siadając na skórzanej kanapie.
- Ale mówię ci, że mogłoby nam wyjść coś zajebistego, mała!
Upierał się chłopak niecierpliwie chodząc po pomieszczeniu. Wow, najarał się nieźle.
- No przestań! Mówię ci, że się w życiu nie zgodzę.
Ash momentalnie stanął i wpatrywał się we mnie.
- Taaa…?
Zapytał sarkastycznie, z tym swoim diabelskim uśmieszkiem.
- Co ty…?
I nie dane mi było skończyć, bo basista już stał za szybą trzymając w ręce jakiegoś elektryka. Założył słuchawki, poprawił sprzęt na ramieniu i powiedział żebym wcisnęła czerwony przycisk. Zdezorientowana zrobiłam o co prosił. Rozległ się mój wokal. Po chwili Ash zapodał kilka mocnych riffów w tle, tu jakieś podciągnięcie, tu przyspieszył.
- No i co?
Zapytał cwaniacko uśmiechnięty odkładając instrument.
- Niech ci będzie…
Wymamrotałam. Byłam zachwycona brzmieniem, ale nie uśmiechał mi się plan angażowania całego zespołu w to wszystko. Kiedy ja się na sekundę wyłączyłam myśląc, mój wzrok spoczął nagle na Ashley’u piszącym coś na telefonie.
- To co, piękna, minęły już trzy godziny jak tu ciężko harujemy. Lecimy zorganizować jakieś party…?
Zapytał Ashley, wychylając się znad ekranu telefonu z szarmanckim uśmiechem. Przytaknęłam mu tylko, z błyskiem w oku.
Kiedy już znaleźliśmy się z powrotem w willi, tam impreza już się trwała na dobre. Pełno dziewczyn w bikini, widzę też kilka hollywoodzkich gwiazdek porno i wschodzących bandów. Ciekawe połączenie… Nigdzie w pobliżu za to nie widziałam reszty Black Veil Brides.
- Ash! Stary brachu!
Usłyszałam na wejściu krzyk jakiegoś mężczyzny. Czy to…?! Osz kurwa! To Sebastian Bach ze Skid Row’a. Szczęka to myślałam, że mi powędruje do samej ziemi.
- Siema chłopie!
Odpowiedział Ashley i zaczął witać się z kumplem. Ja stałam wpatrzona w długowłosego mężczyznę.
- A ta piękność zaniemówiła, czy co?
Zagadnął wesoło Sebastian, zwracając się do mnie i całując mnie w dłoń, niczym prawdziwy dżentelmen.
- To moja dziewczyna, Natalie.
Odparł szybko basista i objął mnie ręką w pasie, przysuwając do siebie.
- A od kiedy towarzyszy ci tylko jedna…?
Zapytał, podnosząc znacząco wzrok na przyjaciela znad sowich czarnych lotniczek. Ashley spuścił wzrok i zdaje się, był lekko zawstydzony.
- Od kiedy poznałem Star.
Odpowiedział cicho chłopak, patrząc na Sebastiana z wyrzutem. Patrzyłam to na jednego to na drugiego. Blondyn zwrócił swój wzrok na mnie i uśmiechnął się dość sarkastycznie.
- W takim razie życzę szczęści i… wytrwałości.
To ostatnie dodał z dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
- Daruj sobie.
Rzuciłam w stronę mężczyzny, po czym ostentacyjnie pocałowałam Ash’a w policzek i poszłam szukać reszty Brides’ów.
- O witam, piękna.
Czy dzisiaj wszyscy wzięli sobie za punkt honoru zwracanie się do mnie w ten sposób?! Ugh… Kiedy się odwróciłam moim oczom ukazał się pijany… Nie, nie. NAWALONY Jake.
- Coś ty ze sobą zrobił idioto…
Rzuciłam w jego stronę, ale nawet nie krzycząc. Na niewiele by się to raczej zdało. Chłopak ledwo trzymał się na nogach.
- Powiesz mi chociaż dlaczego?
Zapytałam, zarzucajc sobie jego rękę na moje ramiona, żeby jakoś pomóc mu ustać.
- Powiedzmy, że… Ella jest nieref… nierefor… niereformow… No kurwa, nie do zmiany!
Wydukał Jake, z ulgą wspierając się na mnie. Zaprowadziłam go do najbliższej kanapy i posadziłam, w miarę możliwości. Chłopak kiedy tylko usiadł, nie dał mi stać tylko przyciągnął do siebie i wtulił twarz w moje włosy.
- Ona mnie zostawiła.
Wyszeptał w końcu i zaczął… płakać? Cholera, niedobrze. Naprawdę musieli się pożreć, a ten głupek zapił wszystko. Męska logika… Jake wtulił się we mnie jak mały chłopiec, który potrzebował pomocy. Boże, co ten alkohol robi z ludźmi. Nie miałam serca go teraz zostawić, więc po prostu siedziałam przy nim, głaszcząc go delikatnie po włosach i czekając, aż się uspokoi.
- Już trochę lepiej…?
Zapytałam ze słabym uśmiechem, kiedy w pewnym momencie oderwał się ode mnie na kilka centymetrów. Spojrzał na mnie oczami pełnymi łez, smutku i lekko niemrawymi od alkoholu.
- Chodź, pójdziesz do pokoju i się położysz.
Powiedziałam, znów biorąc chłopaka pod ramię. Wolnym krokiem ruszyliśmy w kierunku naszych sypialni. Kiedy znaleźliśmy się w pokoju Jake’a, chłopak chciał usiąść na łóżku, ale zamiast tego szybko pobiegł do łazienki. No tak… Widać tak nieźle się dziś zalał, że nawet on nie dał rady. Usłyszałam, jak gitarzysta męczy się nad toaletą. Podeszłam do niego i kucnęłam obok. Odgarnęłam mu z twarzy czarne włosy i delikatnie gładziłam po plecach. Kiedy już poczuł się na tyle dobrze, żeby wstać położyłam go do łóżka, a sama usiadłam obok na skrawku materacu.
- Nie zapijaj się tak więcej, dobrze…?
Szepnęłam cicho, gładząc go po rozpalonym policzku. Zdaje się, że dostał gorączki. Mimowolnie złapał mnie za dłoń.
- Dziękuję, mała.
Wycharczał chłopak, a po chwili już spał. Westchnęłam, ale postanowiłam zejść do kuchni po coś na zbicie gorączki. Wyszłam z pokoju Jake’a i usłyszałam czyjeś stłumione jęki. Uchyliłam drzwi sypialni obok i zastałam tam Lauren w objęciach jakiegoś młodego chłopaczka. I nie był to Christian. Oboje również byli pijani. Ta impreza stanowczo zaszła zbyt daleko…
Subskrybuj:
Posty (Atom)